Była czwarta nad ranem gdy obudził mnie jakiś szelest szybko
podniosłam się do pozycji siedzącej. Dziwne dźwięki dochodziły
najprawdopodobniej z dołu. Wyciągnęłam kij bejsbolowy spod mojego łóżka, pewnie
zastanawiacie się skąd mam taki kij pod łóżkiem, już tłumacze jak byłam
mniejsza to czasami sobie grałam w basseballa, takie małe hobby, ale już mi
przeszło. Nieważne, po cichu wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę salonu. Tak jak
mi się zdawało, włamywacz, no bo chyba tak mogę go nazywać stał tam. Było
strasznie ciemno, a on stał do mnie tyłem więc skorzystałam z okazji, uniosłam
kij do góry i z całej siły uderzyłam go, nie jestem w stanie stwierdzić gdzie
dokładnie go uderzyłam, ale byłam pewna, że na pewno zabolało.
-AŁAA!! – wydarł się… Josh?! Szybko włączyłam światło i
zobaczyłam jak brunet leży na podłodze z rękami przyłożonymi do lewego boku
- Matko Boska! Josh nic ci się nie stało, przepraszam nie
chciałam, nie wiedziałam, że to ty, naprawdę cię przepraszam, ale było ciemno,
przepraszam – mówiłam spanikowana
- mała, spokojnie, nic mi nie jest, trochę boli, ale
przeżyje, nie martw się to nie twoja wina, w końcu ja przyszedłem tutaj bez
zapowiedzi, naprawdę nic się nie stało – podczas mówienia usiadł na kanapie, a
ja usiadłam obok niego
- jeszcze raz przepraszam, trochę spanikowałam –
powiedziałam z uśmiechem
- trochę? – zapytał sarkastycznie i uniósł jedną brew do
góry, na co ja pokiwałam lekko głową – no nie wydaje mi się - tez się uśmiechnął – a teraz gadaj, skąd
masz ten kij? – zaśmiałam się
- jak byłam trochę mniejsza to czasami sobie grałam, a kiedy
już przestałam to postanowiłam go nie wyrzucać, bo byłam do niego przywiązana,
a teraz ty gadaj, jak się tutaj dostałeś, co?
- przez okno – powiedział spokojnie jakby to było najoczywistszą
rzeczą na świecie – było otwarte – wyprostował swoją odpowiedź
- serio? – zdziwiona popatrzyłam na okno i faktycznie było
otwarte
- powinnaś bardziej uważać, co by było gdybym to nie był ja?
- poradziła bym sobie, jak sam widziałeś – dumnie podniosłam
głowę do góry, nastała chwila ciszy, którą postanowiłam przerwać – dlaczego cię
dzisiaj nie było, czekałam przed sklepem jak głupia, mogłeś chociaż zadzwonić
albo wysłać esemesa, że jednak nie dasz rady
- wiem przepraszam cię, ale miałem coś pilnie zrobić, to nie
mogło poczekać
- to co musiałeś zrobić? – zapytałam zaciekawiona
- dowiesz się obiecuje, ale jeszcze nie teraz
- umm, jasne, chcesz może herbaty?
-chętnie – ruszyłam w stronę kuchni, a Josh szedł za mną jak
cień postawiłam czajnik z wodą na gazie wyciągnęłam kubki i wrzuciłam do nich po saszetce herbaty. Usiadłam
na blacie i czekałam, aż woda się zagotuje. Siedzieliśmy w zupełniej ciszy. On na
krześle, a ja obok niego. Żadne z nas nie odważyło się przerwać panującej
ciszy, czułam na sobie wzrok Josha jednak nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Czułam
jak jego świdrujący wzrok wypala we mnie
dziurę. Kątem oka zauważyłam jak Josh chce coś powiedzieć, ale zaraz zamknął
buzię. Po chwili czajnik zaczął gwizdać, zeskoczyłam z blatu i zalałam obydwa
kubki parującą cieczą, podałam jeden z nich Joshowi i ruszyłam w stronę mojego
pokoju usiadłam na łóżku uprzednio kładąc garnuszek na stoliku nocnym, Josh zrobił to
samo i usiadła naprzeciwko mnie
- wiec… - zaczął –
pewnie zastanawia cię moje zachowanie podczas tej nocy w parku? – zapytał, a ja
twierdząco pokiwałam głową – nie lubię gdy ktoś krzywdzi osoby na których mi
zależy, a jemu się to należało
- Josh ale ty nie masz prawa osądzać innych – ze spokojem
odpowiedziałam
- wiem, że nie mam, ale to było silniejsze ode mnie, nie
chciałem cię przestraszyć i nie chcę żebyś się mnie bała, nie o to mi chodziło,
nie chciałem wywołać u ciebie strachu, powiedz, czy , czy ty nadal się mnie
boisz?- wiesz… teraz już nie mam raczej czego się bać, mój stary Josh
wrócił – uśmiechnęłam się do niego na co on odpowiedział mi tym samym – ale muszę
z tobą porozmawiać o czymś jeszcze – spoważniałam, a on w oczach miał strach? –
myślę, że nie powinniśmy być razem, bo tak naprawdę to ja wcale cię nie znam,
możemy spróbować, ale jeszcze nie teraz potrzebuję czasu, nie miej mi tego za
złe – niemalże szeptałam
- rozumiem, to trochę za szybko się potoczyło – ulżyło mi,
że nie był na mnie zły
- czyli, że teraz między nami wszystko okej? – zapytałam
- tak, wszystko w jak najlepszym porządku – gadaliśmy jeszcze
do godziny ósmej rano, potem Josh musiał wracać do domu, powiedział mi, że
przyjedzie po mnie o czternastej no bo w końcu mam poznać dzisiaj jeszcze drugiego
z jego przyjaciół Willa.
Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na next <3