Rano gdy się obudziłam, nie byłam pewna
czy coś mi się śniło raczej nie, a jeśli tak to niestety tego nie pamiętam.
Wstałam z łóżka bez jakiejkolwiek energii, jednak dość sprawnie wykonałam
wszystkie czynności poranne, zjadłam śniadanie i założyłam swoje miętowe
conversy. Wyszłam z domu i wolnym krokiem udałam się w stronę szkoły, gdzieś
tak w połowie drogi zatrzymał się koło mnie... zgadnijcie kto? Brunet, który
swoją drogą przekroczył dziś wskaźnik dozwolonej seksowności, ach czemu? pewnie
myślicie, otóż miał na sobie czarne trampki, czarne spodnie, a do tego szara
koszulka bez rękawków, która tylko uwydatniała jego mięśnie nie zapominajmy o
kasku i skórzanej kurtce, barwy dodawał ten jego zajebisty czerwony motor
- hej mała - odezwał się do mnie pan
seksowny
- hej duży - powiedziałam, nie wiedząc
jak on to przekształci
- nawet nie wiesz jak duży - powiedział z
zadziornym uśmiechem
- przestań! jesteś po prostu obleśny
- no nie mów, że ci się to nie podoba -
popatrzyłam na niego ze wzrokiem, który mówi " weź się już lepiej
zamknij" przez co on podniósł ręce w geście obronnym
- tak sobie wmawiaj dalej West - użył
mojego nazwiska - a teraz wsiadaj to podwiozę cię do szkoły
- oh, no już
- tylko trzymaj się mocno, żebyś ty mi
tam przypadkiem nie spadła
- spokojnie, duża już jestem, nie trzeba
się o mnie, aż tak martwić
- serio, nie zauważyłem, a co o
martwienie się... to trzeba - zgadnijcie jak wygląda moja twarz, pomogę wam...
burak
- dobra już lepiej jedź, bo się spóźnimy
- no jasne zapomniałem, że panna kujonka
nie może spóźnić się na lekcje
- no na pewno! - krzyknęłam i uderzyłam
go w ten jego głupi łeb, ruszyliśmy, na parkingu szkolnym byliśmy może po
czterech minutach, Josh jak zwykle pomógł mi zejść z jego maszyny, podałam mu
kask i miałam nadzieję, że w zamian za niego odda mi moją torbę, ale on miał co
do tego inne plany
- Josh nie jestem małym dzieckiem, możesz
mi ją dać nie oderwie mi się przez to ramię
- wiem, ale nie będziesz tego dźwigać
skoro ja idę koło ciebie
- ojej, no to dziękuję- stanęłam na
palcach i dałam mu całusa w policzek, a on się uśmiechnął
- wiesz, jeśli będziesz mnie tak
nagradzać, to chyba już zawsze będę ci nosił torbę do szkoły - zaśmialiśmy się
razem, podeszliśmy do mojej szafki, odłożyłam niepotrzebne książki i
wyciągnęłam mój plan lekcji - co teraz masz? - Josh zapytał mnie mając głowę na
moim ramieniu tak, że czułam jego oddech na mojej szyi, a po moim całym ciele
rozeszły się przyjemne dreszcze
- b-biologie - zająknęłam się
- o! to tak samo jak ja chodź musimy
zająć najlepsze miejsca, pociągnął mnie za rękę tak abym szła za nim. Jak można
mieć tak długie nogi? Jego jeden krok to moje trzy, także prawie za nim
truchtałam, gdy to zobaczył postanowił trochę zwolnić i chwała mu za to. Gdy
podeszliśmy pod klasę, była już otwarta więc zajęliśmy przedostatnią ławkę od
okna, po niedługiej chwili usłyszeliśmy dzwonek oznajmiający rozpoczęcie się
lekcji, a do klasy weszła pani Nothermann, starsza, pulchniejsza pani, która na
nosie miała wielkie bordowe okulary
- witam was wszystkich! dziś na lekcji
zajmiemy się przekrojem żaby, także proszę o zabranie jednej na ławkę, będziemy
pracować w parach... popatrzyłam ze strachem i współczuciem na te biedne żaby,
że my je mamy teraz zabić? co to to nie ja się na to nie pisałam
- to kto idzie po żabę, ty czy ja? -
zapytał rozbawiony Josh
- t-ty - ledwo co z siebie wydusiłam.
Josh poszedł po to biedactwo, które zaraz będzie musiało zginąć
- dobrze dzieci! weźcie najmniejszy nóż
jaki leży u was na ławce i przetnijcie żabę dokładnie na środku klatki piersiowej
- Jezus Maria, jak ja nie cierpię patrzeć na wnętrzności, skoro na filmie to na
mnie tak działa to co się stanie teraz. Josh bez patrzenia na mnie włożył nóż w
to biedne zwierzątko, a dopiero potem popatrzył się na mnie i mina mu zrzedła
- wiki! wszystko z tobą w porządku?
Jesteś strasznie blada - słyszałam jeszcze chwile jego głos, ale był on jak
przez mgłę, teraz w myślach mam tylko te wnętrzności...
JOSH POV:
Wiki była blada jak kreda, chwilę jeszcze
coś do mnie po mamrotała i w ostatniej chwili zdążyłem ja złapać, bo w
przeciwnym razie uderzyła by głową o ziemię
- o mój boże! Wiki odezwij się, co ci się
dzieje?! Wiki słyszysz mnie?! - od razu przybiegła do nas pani od biologii, nie
wiedziałem co zrobić wpadłem w okropną panikę, tak się o nią boję, a co jeśli
to coś poważniejszego
- Josh uspokój się i zanieś ją do
szkolnej pielęgniarki
- dobrze - odpowiedziałem i bez zwłoki
wyszedłem z klasy i niemalże biegiem udałem się do szkolnej pielęgniarki za
wskazówkami pani Nothermann - boziu, oby ci się nic nie stało, tak się o ciebie
martwię - mówiłem do siebie, ale również w pewnym stopniu do
niebieskookiej piękności na moich
rękach, przy drzwiach nie trudziłem się z pukaniem, bo po co w tej chwili
liczyła się tylko Wiktoria, a nie maniery. Pielęgniarka na początku była
oburzona moim zachowaniem, ale kiedy zauważyła co się dzieje zrozumiała i
kazała mi położyć Wiki na jakimś specjalnym łóżku... czemu ona się jeszcze nie
obudziła, była już zbadana i nic szczególnego się z nią nie stało więc o co
chodzi? biłem się z myślami, ale pani Kirst, bo swoja drogą tak się nazywała
uspokoiła mnie mówiąc mi, że to nic poważnego i że za niedługo już się obudzi.
Nareszcie! Wiki zaczęła się ruszać co oznacza, iż się budzi, co za ulga,
otworzyła leniwie oczy, ale z powrotem je zamknęła, podszedłem do niej i
patrzyłem na nią w skupieniu, pewnie ją teraz głowa cholernie boli, biedulka,
kiedy otworzyła oczy już na stałe uśmiechnąłem się do niej, co szczerze
odwzajemniła - widzę, że śpiąca królewna już wstała
- wstała, wstała, ale z chęcią pospała by
sobie jeszcze troszeczkę
- o nie! Mała, tak to ty mi już nigdy nie
uśniesz - usiadłem koło niej przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem -
napędziłaś mi takiego stracha, tak się o ciebie martwiłem...
- martwiłeś się? - no brawo geniuszu jak
zwykle musisz powiedzieć o jedno słowo za dużo, teraz wybrnij z tego w jakiś
normalny sposób, o mam!
- nie chcę ci się może pić, bo po twoim
głosie myślę, że jednak ci się chce
-no, nawet bardzo, czuje się tak jakby mi
tam jakiś kot wszystko podrapał - w mgnieniu oka przyniosłem jej kubek z zimną
wodą, którego piła dość powoli, zważając na stan jej gardła
- wiki, a tak właściwie to czemu
zemdlałaś, przecież chyba dobrze się dzisiaj czułaś?
-nie ja... ja po prostu mam taki wstręt,
do wnętrzności i tego typu rzeczy
- naprawdę? To czemu nie powiedziałaś mi
wcześniej, jakbym wiedział to bym za żadne skarby nie robił tego rozkroju na
twoich oczach? - zapytałem z wyrzutem
- nie wiem samo tak jakoś wyszło,
przepraszam...
- już nic się nie stało, ważne że z tobą
już jest wszystko dobrze, jeśli cię to pocieszy to ja boję się igieł, także
może ty mnie kiedyś będziesz ratować, bo zemdleje jak taka jedną zobaczę -
powiedziałem żartobliwie, po czym zauważyłem, że humor się jej poprawił
- oboje mamy dziwne fobie - powiedziała z
uśmiechem
- widzisz jesteśmy nienormalni, i co
zrobisz? nic nie zrobisz...
- dobra, a teraz chodź, mam cię
bezpiecznie zawieźć do domu
- ale po co? czuję się bardzo dobrze, a
poz tym nie opuszczę lekcji
- Wiki, mam szansę się z tobą wyrwać z
tego więzienia, pamiętasz byłaś mi winna przysługę
- ale mi się będzie nudzić w domu
- a kto powiedział, że jedziemy do domu,
nazwę ten nasz mały wypad " zwiedzanie Londynu z najlepszą dziewczyną jaka
chodzi po tej ziemi" i jak podoba się? - zauważyłem jak Wiki się rumieni i
szczerze wyglądała z tym prze słodko, zresztą jak zawsze
- bez przesady - powiedziała zmieszana
- nie przesadzam, taka jet najszczersza
prawda - poszliśmy do małej kawiarenki na roku ulicy, na kawę i jakieś dobre
ciastko, trochę się posprzeczaliśmy kto ma płacić, ale to w końcu ja ja
zaprosiłem więc ja będę płacił, wzięliśmy swoje zamówienie i ruszyliśmy do
stolika, który miał idealny widok na ulicę - wiki, co powiesz na grę pod nazwą
dwadzieścia pytań?
- dobra tylko ja zaczynam
- jak zawsze - powiedziałem z uśmiechem
-dobra... too.. pierwsze pytanie - chwile
się zastanawiała jakie zadać mi pytanie -
jaki jet twój ulubiony kolor?
- czarny i szary - odpowiedziałem jej
szybko, na co ona kiwnęła głową
- moja kolej... co chciałabyś robić w
przyszłości?
- wiesz, moja pasja jest gotowanie,
dlatego będę chciała robić coś co jet w jakimś stopniu powiązane z tym czym się
interesuje - wiki zamyśliła się na chwilę i zadała mi pytanie - twój albo twoi
najlepsi przyjaciele
- o właśnie! miałem ci powiedzieć, że tak
trochę im o tobie powiedziałem i oni chcieli by cię poznać, co ty na to?
WIKI POV:
No nie powiem, że nawet bardzo zaskoczył
mnie tym pytaniem, nie spodziewałam się, że będzie o mnie w ogóle komuś mówił
- wow, no to tak trochę ci powiem, że
mnie zaskoczyłeś - odpowiedziałam
- nie jesteś na mnie zła?
- nie, a o co mam być zła, o to że komuś
o mnie powiedziałeś? no nie przesadzaj, aż taka zła to ja nie jestem -
powiedziałam mu spokojnie, o i dobrze, że mi przypomniał, muszę przełożyć moje
spotkanie z Jess na jutro, bo dziś coś czuję, że będzie dzień z Joshem
- o, no to się cieszę, a odpowiadając na twoje
wcześniejsze pytanie to moi najlepsi przyjaciele to Luke i Will, którzy
powiedzieli, że mam cię z nimi poznać nawet zaraz - moje oczy przypominają
pięciozłotówki, ale nie dziwcie mi się nie codziennie poznaje się nowych ludzi,
przynajmniej w moim wypadku tak jest - widzę po twojej minie, że jesteś nieco
zdziwiona, więc już ci tłumaczę kiedy moi przyjaciele kogoś poznają to
automatycznie ja też ich poznaję, a kiedy ja kogoś poznaję to oni też chcą tego
kogoś poznać- okej, jest w porządku, po prostu
strasznie mnie zdziwiłeś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz