piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 5

Rano gdy się obudziłam, nie byłam pewna czy coś mi się śniło raczej nie, a jeśli tak to niestety tego nie pamiętam. Wstałam z łóżka bez jakiejkolwiek energii, jednak dość sprawnie wykonałam wszystkie czynności poranne, zjadłam śniadanie i założyłam swoje miętowe conversy. Wyszłam z domu i wolnym krokiem udałam się w stronę szkoły, gdzieś tak w połowie drogi zatrzymał się koło mnie... zgadnijcie kto? Brunet, który swoją drogą przekroczył dziś wskaźnik dozwolonej seksowności, ach czemu? pewnie myślicie, otóż miał na sobie czarne trampki, czarne spodnie, a do tego szara koszulka bez rękawków, która tylko uwydatniała jego mięśnie nie zapominajmy o kasku i skórzanej kurtce, barwy dodawał ten jego zajebisty czerwony motor
- hej mała - odezwał się do mnie pan seksowny
- hej duży - powiedziałam, nie wiedząc jak on to przekształci
- nawet nie wiesz jak duży - powiedział z zadziornym uśmiechem
- przestań! jesteś po prostu obleśny
- no nie mów, że ci się to nie podoba - popatrzyłam na niego ze wzrokiem, który mówi " weź się już lepiej zamknij" przez co on podniósł ręce w geście obronnym
- tak sobie wmawiaj dalej West - użył mojego nazwiska - a teraz wsiadaj to podwiozę cię do szkoły
- oh, no już
- tylko trzymaj się mocno, żebyś ty mi tam przypadkiem nie spadła
- spokojnie, duża już jestem, nie trzeba się o mnie, aż tak martwić
- serio, nie zauważyłem, a co o martwienie się... to trzeba - zgadnijcie jak wygląda moja twarz, pomogę wam... burak
- dobra już lepiej jedź, bo się spóźnimy
- no jasne zapomniałem, że panna kujonka nie może spóźnić się na lekcje
- no na pewno! - krzyknęłam i uderzyłam go w ten jego głupi łeb, ruszyliśmy, na parkingu szkolnym byliśmy może po czterech minutach, Josh jak zwykle pomógł mi zejść z jego maszyny, podałam mu kask i miałam nadzieję, że w zamian za niego odda mi moją torbę, ale on miał co do tego inne plany
- Josh nie jestem małym dzieckiem, możesz mi ją dać nie oderwie mi się przez to ramię
- wiem, ale nie będziesz tego dźwigać skoro ja idę koło ciebie
- ojej, no to dziękuję- stanęłam na palcach i dałam mu całusa w policzek, a on się uśmiechnął
- wiesz, jeśli będziesz mnie tak nagradzać, to chyba już zawsze będę ci nosił torbę do szkoły - zaśmialiśmy się razem, podeszliśmy do mojej szafki, odłożyłam niepotrzebne książki i wyciągnęłam mój plan lekcji - co teraz masz? - Josh zapytał mnie mając głowę na moim ramieniu tak, że czułam jego oddech na mojej szyi, a po moim całym ciele rozeszły się przyjemne dreszcze
- b-biologie - zająknęłam się
- o! to tak samo jak ja chodź musimy zająć najlepsze miejsca, pociągnął mnie za rękę tak abym szła za nim. Jak można mieć tak długie nogi? Jego jeden krok to moje trzy, także prawie za nim truchtałam, gdy to zobaczył postanowił trochę zwolnić i chwała mu za to. Gdy podeszliśmy pod klasę, była już otwarta więc zajęliśmy przedostatnią ławkę od okna, po niedługiej chwili usłyszeliśmy dzwonek oznajmiający rozpoczęcie się lekcji, a do klasy weszła pani Nothermann, starsza, pulchniejsza pani, która na nosie miała wielkie bordowe okulary
- witam was wszystkich! dziś na lekcji zajmiemy się przekrojem żaby, także proszę o zabranie jednej na ławkę, będziemy pracować w parach... popatrzyłam ze strachem i współczuciem na te biedne żaby, że my je mamy teraz zabić? co to to nie ja się na to nie pisałam
- to kto idzie po żabę, ty czy ja? - zapytał rozbawiony Josh
- t-ty - ledwo co z siebie wydusiłam. Josh poszedł po to biedactwo, które zaraz będzie musiało zginąć
- dobrze dzieci! weźcie najmniejszy nóż jaki leży u was na ławce i przetnijcie żabę dokładnie na środku klatki piersiowej - Jezus Maria, jak ja nie cierpię patrzeć na wnętrzności, skoro na filmie to na mnie tak działa to co się stanie teraz. Josh bez patrzenia na mnie włożył nóż w to biedne zwierzątko, a dopiero potem popatrzył się na mnie i mina mu zrzedła
- wiki! wszystko z tobą w porządku? Jesteś strasznie blada - słyszałam jeszcze chwile jego głos, ale był on jak przez mgłę, teraz w myślach mam tylko te wnętrzności...
JOSH POV:
Wiki była blada jak kreda, chwilę jeszcze coś do mnie po mamrotała i w ostatniej chwili zdążyłem ja złapać, bo w przeciwnym razie uderzyła by głową o ziemię
- o mój boże! Wiki odezwij się, co ci się dzieje?! Wiki słyszysz mnie?! - od razu przybiegła do nas pani od biologii, nie wiedziałem co zrobić wpadłem w okropną panikę, tak się o nią boję, a co jeśli to coś poważniejszego
- Josh uspokój się i zanieś ją do szkolnej pielęgniarki
- dobrze - odpowiedziałem i bez zwłoki wyszedłem z klasy i niemalże biegiem udałem się do szkolnej pielęgniarki za wskazówkami pani Nothermann - boziu, oby ci się nic nie stało, tak się o ciebie martwię - mówiłem do siebie, ale również w pewnym stopniu do niebieskookiej  piękności na moich rękach, przy drzwiach nie trudziłem się z pukaniem, bo po co w tej chwili liczyła się tylko Wiktoria, a nie maniery. Pielęgniarka na początku była oburzona moim zachowaniem, ale kiedy zauważyła co się dzieje zrozumiała i kazała mi położyć Wiki na jakimś specjalnym łóżku... czemu ona się jeszcze nie obudziła, była już zbadana i nic szczególnego się z nią nie stało więc o co chodzi? biłem się z myślami, ale pani Kirst, bo swoja drogą tak się nazywała uspokoiła mnie mówiąc mi, że to nic poważnego i że za niedługo już się obudzi. Nareszcie! Wiki zaczęła się ruszać co oznacza, iż się budzi, co za ulga, otworzyła leniwie oczy, ale z powrotem je zamknęła, podszedłem do niej i patrzyłem na nią w skupieniu, pewnie ją teraz głowa cholernie boli, biedulka, kiedy otworzyła oczy już na stałe uśmiechnąłem się do niej, co szczerze odwzajemniła - widzę, że śpiąca królewna już wstała
- wstała, wstała, ale z chęcią pospała by sobie jeszcze troszeczkę
- o nie! Mała, tak to ty mi już nigdy nie uśniesz - usiadłem koło niej przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem - napędziłaś mi takiego stracha, tak się o ciebie martwiłem...
- martwiłeś się? - no brawo geniuszu jak zwykle musisz powiedzieć o jedno słowo za dużo, teraz wybrnij z tego w jakiś normalny sposób, o mam!
- nie chcę ci się może pić, bo po twoim głosie myślę, że jednak ci się chce
-no, nawet bardzo, czuje się tak jakby mi tam jakiś kot wszystko podrapał - w mgnieniu oka przyniosłem jej kubek z zimną wodą, którego piła dość powoli, zważając na stan jej gardła
- wiki, a tak właściwie to czemu zemdlałaś, przecież chyba dobrze się dzisiaj czułaś?
-nie ja... ja po prostu mam taki wstręt, do wnętrzności i tego typu rzeczy
- naprawdę? To czemu nie powiedziałaś mi wcześniej, jakbym wiedział to bym za żadne skarby nie robił tego rozkroju na twoich oczach? - zapytałem z wyrzutem
- nie wiem samo tak jakoś wyszło, przepraszam...
- już nic się nie stało, ważne że z tobą już jest wszystko dobrze, jeśli cię to pocieszy to ja boję się igieł, także może ty mnie kiedyś będziesz ratować, bo zemdleje jak taka jedną zobaczę - powiedziałem żartobliwie, po czym zauważyłem, że humor się jej poprawił
- oboje mamy dziwne fobie - powiedziała z uśmiechem
- widzisz jesteśmy nienormalni, i co zrobisz? nic nie zrobisz...
- dobra, a teraz chodź, mam cię bezpiecznie zawieźć do domu
- ale po co? czuję się bardzo dobrze, a poz tym nie opuszczę lekcji
- Wiki, mam szansę się z tobą wyrwać z tego więzienia, pamiętasz byłaś mi winna przysługę
- ale mi się będzie nudzić w domu
- a kto powiedział, że jedziemy do domu, nazwę ten nasz mały wypad " zwiedzanie Londynu z najlepszą dziewczyną jaka chodzi po tej ziemi" i jak podoba się? - zauważyłem jak Wiki się rumieni i szczerze wyglądała z tym prze słodko, zresztą jak zawsze
- bez przesady - powiedziała zmieszana
- nie przesadzam, taka jet najszczersza prawda - poszliśmy do małej kawiarenki na roku ulicy, na kawę i jakieś dobre ciastko, trochę się posprzeczaliśmy kto ma płacić, ale to w końcu ja ja zaprosiłem więc ja będę płacił, wzięliśmy swoje zamówienie i ruszyliśmy do stolika, który miał idealny widok na ulicę - wiki, co powiesz na grę pod nazwą dwadzieścia pytań?
- dobra tylko ja zaczynam
- jak zawsze - powiedziałem z uśmiechem
-dobra... too.. pierwsze pytanie - chwile się zastanawiała jakie zadać mi pytanie -  jaki jet twój ulubiony kolor?
- czarny i szary - odpowiedziałem jej szybko, na co ona kiwnęła głową
- moja kolej... co chciałabyś robić w przyszłości?
- wiesz, moja pasja jest gotowanie, dlatego będę chciała robić coś co jet w jakimś stopniu powiązane z tym czym się interesuje - wiki zamyśliła się na chwilę i zadała mi pytanie - twój albo twoi najlepsi przyjaciele
- o właśnie! miałem ci powiedzieć, że tak trochę im o tobie powiedziałem i oni chcieli by cię poznać, co ty na to?
WIKI POV:
No nie powiem, że nawet bardzo zaskoczył mnie tym pytaniem, nie spodziewałam się, że będzie o mnie w ogóle komuś mówił
- wow, no to tak trochę ci powiem, że mnie zaskoczyłeś - odpowiedziałam
- nie jesteś na mnie zła?
- nie, a o co mam być zła, o to że komuś o mnie powiedziałeś? no nie przesadzaj, aż taka zła to ja nie jestem - powiedziałam mu spokojnie, o i dobrze, że mi przypomniał, muszę przełożyć moje spotkanie z Jess na jutro, bo dziś coś czuję, że będzie dzień z Joshem
- o, no to się cieszę, a odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie to moi najlepsi przyjaciele to Luke i Will, którzy powiedzieli, że mam cię z nimi poznać nawet zaraz - moje oczy przypominają pięciozłotówki, ale nie dziwcie mi się nie codziennie poznaje się nowych ludzi, przynajmniej w moim wypadku tak jest - widzę po twojej minie, że jesteś nieco zdziwiona, więc już ci tłumaczę kiedy moi przyjaciele kogoś poznają to automatycznie ja też ich poznaję, a kiedy ja kogoś poznaję to oni też chcą tego kogoś poznać- okej, jest w porządku, po prostu strasznie mnie zdziwiłeś
- taki miałem zamiar - powiedział i zadziornie się uśmiechnął, dalej gadaliśmy już o wszystkim i o niczym, rzecz jasna, ze pytań był więcej niż tylko dwadzieścia, dzięki temu dowiedziałam się kilka ciekawostek o Joshu. G dy skończyliśmy jeść, wyszliśmy z lokalu i Josh podwiózł mnie do domu, na pożegnanie, zafundował mi całusa w policzek i ogromnego przytulasa. weszłam do domu i uświadomiłam sobie, że moja twarz jest całą czerwona, nie byłam głodna, przez co od razu poszłam na górę i w między czasie wysłałam Jess esemesa z przeprosinami, że nie mogłam wpaść dzisiaj, za to na sto procent wpadnę do niej jutro.  Na szczęście, nawet nie była na mnie zła, odpisała tylko, że nie ma sprawy i nie może się doczekać naszego spotkania. Po szybkiej nauce umyłam się i padłam na łóżko jak długa, zapomniałam nawet nastawić budzika, ale w tej chwili najmniej mnie to obchodziło, usnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz