- dawaj pieniądze! - krzyknął do mnie, a
na dźwięk jego głosu przeszły mnie ciarki
- nie mam nic przy sobie - ledwo z siebie
wydusiłam, oprawca szybko sprawdził mój plecak i znalazł w nim mój telefon,
schował go szybko do kieszeni
- dobranoc - powiedział do mnie i
ostatnie co pamiętam to ból rozchodzący się po mojej twarzy, ocknęłam się i
głęboko zaczerpnęłam powietrza, musiałam trochę odetchnąć żeby zaznajomić się z
sytuacją, na szczęście byłam w tym samym miejscu, w którym dopadł mnie ten
ohydny człowiek. Moja twarz, a bardziej okolice policzka i ust strasznie mnie
bolały, no i jeszcze te plecy, koszmar. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że
ten przestępca zabrał mi mój telefon, nawet nie wiem która jest godzina, ale
coś czuję, że sporo po północy. A co jeśli Jess się martwi, bo nie napisałam do
niej, pewnie myśli, że coś mi się stało. Moje przemyślenia przerwały czyjeś
kroki w obawie, że to znowu ten koleś, zaczęłam uciekać, moje tętno wzrosło
jeszcze bardziej gdy ten ktoś zaczął za mną biegnąć, po pięciu minutach biegu
moje płuca już ledwo wytrzymywały, jednak osobnik za mną nie poddawał się, więc
resztkami sił krzyknęłam do niego
- zostaw mnie! Słyszysz!
- Wiki?! Wiki zatrzymaj się to ja Josh! -
gdy usłyszałam te słowa kamień spadł mi z serca, ale co on sobie pomyśli kiedy
mnie taką zobaczy, o nie, na pewno będzie się o wszystko dopytywał,
spanikowałam - czemu uciekałaś? - spytał się Josh kiedy był już blisko mnie
-B-bo... - nie potrafiłam nic z siebie
wydusić, Josh był już zaraz za mną chwycił mnie za ramiona i odwrócił mnie
twarzą do siebie, jego pierwszą reakcją kiedy mnie zobaczył było zdziwienie,
potem przejawiło się to niesamowitą troską, a teraz w jego oczach widzę jedynie
furię, taką jaką nie widziałam jeszcze u nikogo innego w swoim życiu
- kto ci to zrobił - wycedził przez zęby,
oddzielając każde jedno słowo od drugiego, jednak w jego głosie dało wyczuć się
troskę, niestety nie potrafiłam wydusić siebie ani jednego słowa strach mnie
sparaliżował - odpowiedz mi - powiedział spokojniej, nadal na mnie patrząc, nic
nie powiedziałam, lecz po moim policzku spłynęła jedna słona łza, którą wytarł
od razu, jednak ta mała głupia łza była oznaką dziesiątek innych łez. Josh
przytulił mnie czule - Nie płacz mała, już tutaj jestem, już nic ci nie grozi,
słyszysz, jestem tutaj piękna, nie zostawię cię, jesteś bezpieczna - i w jego
ramionach właśnie tak się czułam... bezpieczna. Po dłuższej chwili uspokoiłam
się - chodź zaprowadzę cię do domu, zamarzniesz mi tutaj - przy wypowiadaniu
tych słów ściągnął swoją bluzę i kazał mi ją ubrać, bez większego
zastanowienia, założyłam ją, otuliła mnie przyjemna woń perfum Josha
pomieszanych z papierosami i kawą. Gdy byliśmy już u drzwi mojego domu chciałam
wyciągnąć klucze z plecaka, ale przez te wszystkie zdarzenia zapomniałam go
zabrać z ulicy
- zapomniałam o plecaku, został tam -
powiedziałam i przestraszyłam się mojego głosu
- poczekaj chwileczkę - Josh poszedł za
dom, nie jestem pewna po co, po chwili drzwi od domu się otwarły, a po ich
drugiej stronie zobaczyłam Josha - chodź - nakazał
- jak to zrobiłeś? - zapytałam zdziwiona
-okno od twojego pokoju było otwarte więc
wspiąłem się i je otwarłem, a teraz zostań tu a ja szybko polecę po twój
plecak, nie bój się sprawdziłem wszystkie okna są szczelnie zamknięte, chodź za
mną zamknij drzwi i nikomu nie otwieraj, rozumiesz?- spytał zmartwiony,
kiwnęłam tylko głową, Josh zbliżył się do mnie i lekko, ale z czułością musnął
moje warki, spojrzałam na niego zdziwiona, na co on się tylko uśmiechnął,
wyszedł z domu i pobiegł w stronę gdzie zostawiłam swój plecak. Gdy straciłam
go już ze swoich oczy szybko zamknęłam drzwi i nie pomyślałam nawet o tym żeby
umyć sobie twarz, siedziałam zniecierpliwiona w tle słysząc tylko to
nieustające tykania zegara. Po chwili po domu rozniosło się głośne pukania, na
które zerwałam się z kanapy i po cichu zbliżyłam się do drzwi, gdzie usłyszałam
ciche szeptanie
- otwórz Wiki, to ja Josh - usłyszałam i
wypuściłam powietrze z moich ust, które niepotrzebnie wstrzymałam, szybko
uchyliłam drzwi od domu, więc Josh wszedł do środka, rzucił plecak na kanapę,
chwycił za rękę i gdzieś prowadził, spostrzegłam, że tym czymś była łazienka -
usiądź - powiedział wskazując na pralkę, szybko się na nią wspięłam, Josh
grzebał po wszystkich szafkach najwyraźniej czegoś szukając, tym czymś okazała
się być apteczka. Szybko spojrzałam i przestraszyłam się swojego odbicia, lewy
policzek przyozdabiał dużych rozmiarów siniak, a na ustach miałam przecięcie
już z zastygniętą krwią, Hunter podszedł do mnie z wodą utlenioną i wacikami -
może cię to trochę zapiec, ale postaram się to robić jak najdelikatniej
- dobrze - w końcu wydusiłam coś z siebie
po długim czasie, przypatrywałam się mu, jak w skupieniu ociera moje rany na
twarzy, jego szczęka była strasznie napięta, zapewne sprawcą tego były jego
zaciśnięte zęby, mimo to nadal wyglądał cudownie, przypomniało mi się jak minie
pocałował, zrobił to z taką czułością, że prawie się tam rozpłynęłam
- już, twarz skończona - powiedział
smutnie - wiki, czy, czy on zrobił ci coś jeszcze? - spytał, a ja przypomniałam
sobie jak przyparł mnie do tego pierdolonego muru, pewnie mam na plecach
sporego siniaka, ale nie będę o tym mówić Joshowi bo będzie jeszcze bardziej
zły
- nie - powiedziałam cicho, prawie, że
niesłyszalnie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz