piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 8

- dawaj pieniądze! - krzyknął do mnie, a na dźwięk jego głosu przeszły mnie ciarki
- nie mam nic przy sobie - ledwo z siebie wydusiłam, oprawca szybko sprawdził mój plecak i znalazł w nim mój telefon, schował go szybko do kieszeni
- dobranoc - powiedział do mnie i ostatnie co pamiętam to ból rozchodzący się po mojej twarzy, ocknęłam się i głęboko zaczerpnęłam powietrza, musiałam trochę odetchnąć żeby zaznajomić się z sytuacją, na szczęście byłam w tym samym miejscu, w którym dopadł mnie ten ohydny człowiek. Moja twarz, a bardziej okolice policzka i ust strasznie mnie bolały, no i jeszcze te plecy, koszmar. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że ten przestępca zabrał mi mój telefon, nawet nie wiem która jest godzina, ale coś czuję, że sporo po północy. A co jeśli Jess się martwi, bo nie napisałam do niej, pewnie myśli, że coś mi się stało. Moje przemyślenia przerwały czyjeś kroki w obawie, że to znowu ten koleś, zaczęłam uciekać, moje tętno wzrosło jeszcze bardziej gdy ten ktoś zaczął za mną biegnąć, po pięciu minutach biegu moje płuca już ledwo wytrzymywały, jednak osobnik za mną nie poddawał się, więc resztkami sił krzyknęłam do niego
- zostaw mnie! Słyszysz!
- Wiki?! Wiki zatrzymaj się to ja Josh! - gdy usłyszałam te słowa kamień spadł mi z serca, ale co on sobie pomyśli kiedy mnie taką zobaczy, o nie, na pewno będzie się o wszystko dopytywał, spanikowałam - czemu uciekałaś? - spytał się Josh kiedy był już blisko mnie
-B-bo... - nie potrafiłam nic z siebie wydusić, Josh był już zaraz za mną chwycił mnie za ramiona i odwrócił mnie twarzą do siebie, jego pierwszą reakcją kiedy mnie zobaczył było zdziwienie, potem przejawiło się to niesamowitą troską, a teraz w jego oczach widzę jedynie furię, taką jaką nie widziałam jeszcze u nikogo innego w swoim życiu
- kto ci to zrobił - wycedził przez zęby, oddzielając każde jedno słowo od drugiego, jednak w jego głosie dało wyczuć się troskę, niestety nie potrafiłam wydusić siebie ani jednego słowa strach mnie sparaliżował - odpowiedz mi - powiedział spokojniej, nadal na mnie patrząc, nic nie powiedziałam, lecz po moim policzku spłynęła jedna słona łza, którą wytarł od razu, jednak ta mała głupia łza była oznaką dziesiątek innych łez. Josh przytulił mnie czule - Nie płacz mała, już tutaj jestem, już nic ci nie grozi, słyszysz, jestem tutaj piękna, nie zostawię cię, jesteś bezpieczna - i w jego ramionach właśnie tak się czułam... bezpieczna. Po dłuższej chwili uspokoiłam się - chodź zaprowadzę cię do domu, zamarzniesz mi tutaj - przy wypowiadaniu tych słów ściągnął swoją bluzę i kazał mi ją ubrać, bez większego zastanowienia, założyłam ją, otuliła mnie przyjemna woń perfum Josha pomieszanych z papierosami i kawą. Gdy byliśmy już u drzwi mojego domu chciałam wyciągnąć klucze z plecaka, ale przez te wszystkie zdarzenia zapomniałam go zabrać z ulicy
- zapomniałam o plecaku, został tam - powiedziałam i przestraszyłam się mojego głosu
- poczekaj chwileczkę - Josh poszedł za dom, nie jestem pewna po co, po chwili drzwi od domu się otwarły, a po ich drugiej stronie zobaczyłam Josha - chodź - nakazał
- jak to zrobiłeś? - zapytałam zdziwiona
-okno od twojego pokoju było otwarte więc wspiąłem się i je otwarłem, a teraz zostań tu a ja szybko polecę po twój plecak, nie bój się sprawdziłem wszystkie okna są szczelnie zamknięte, chodź za mną zamknij drzwi i nikomu nie otwieraj, rozumiesz?- spytał zmartwiony, kiwnęłam tylko głową, Josh zbliżył się do mnie i lekko, ale z czułością musnął moje warki, spojrzałam na niego zdziwiona, na co on się tylko uśmiechnął, wyszedł z domu i pobiegł w stronę gdzie zostawiłam swój plecak. Gdy straciłam go już ze swoich oczy szybko zamknęłam drzwi i nie pomyślałam nawet o tym żeby umyć sobie twarz, siedziałam zniecierpliwiona w tle słysząc tylko to nieustające tykania zegara. Po chwili po domu rozniosło się głośne pukania, na które zerwałam się z kanapy i po cichu zbliżyłam się do drzwi, gdzie usłyszałam ciche szeptanie
- otwórz Wiki, to ja Josh - usłyszałam i wypuściłam powietrze z moich ust, które niepotrzebnie wstrzymałam, szybko uchyliłam drzwi od domu, więc Josh wszedł do środka, rzucił plecak na kanapę, chwycił za rękę i gdzieś prowadził, spostrzegłam, że tym czymś była łazienka - usiądź - powiedział wskazując na pralkę, szybko się na nią wspięłam, Josh grzebał po wszystkich szafkach najwyraźniej czegoś szukając, tym czymś okazała się być apteczka. Szybko spojrzałam i przestraszyłam się swojego odbicia, lewy policzek przyozdabiał dużych rozmiarów siniak, a na ustach miałam przecięcie już z zastygniętą krwią, Hunter podszedł do mnie z wodą utlenioną i wacikami - może cię to trochę zapiec, ale postaram się to robić jak najdelikatniej
- dobrze - w końcu wydusiłam coś z siebie po długim czasie, przypatrywałam się mu, jak w skupieniu ociera moje rany na twarzy, jego szczęka była strasznie napięta, zapewne sprawcą tego były jego zaciśnięte zęby, mimo to nadal wyglądał cudownie, przypomniało mi się jak minie pocałował, zrobił to z taką czułością, że prawie się tam rozpłynęłam
- już, twarz skończona - powiedział smutnie - wiki, czy, czy on zrobił ci coś jeszcze? - spytał, a ja przypomniałam sobie jak przyparł mnie do tego pierdolonego muru, pewnie mam na plecach sporego siniaka, ale nie będę o tym mówić Joshowi bo będzie jeszcze bardziej zły

- nie - powiedziałam cicho, prawie, że niesłyszalnie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz