piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 9

- nie kłam, wiem kiedy to robisz, powiedz, zrobił ci coś jeszcze? - wyszeptał, napinając swoje wszystkie mięśnie, nie potrafiłam nic odpowiedzieć, jednak zeszłam z prali, odwróciłam się do niego tyłem i podniosłam koszulkę do góry, nie musiałam długo czekać, ponieważ od razu poczułam na swojej gorącej skórze jego palce. Objeżdżał powoli i delikatnie moje siniaki, zaraz po tym poczułam na nich jego zimne usta, tak delikatne i lekkie jak gdyby dotykały mnie tam aniele skrzydła, a nie jego usta, pocałował każdy nawet najmniej bolącą cześć moich pleców, gdy skończył odwróciłam się twarzą do niego i spojrzałam w jego oczy, jedyne co w nich zobaczyłam to ból, żal do samego siebie, Josh po chwili nie wytrzymał i z całej siły uderzył ręką o ścianę znajdującą się za nim tak, że powstała w niej niemała dziura
- Josh, proszę uspokój się - powiedziałam powoli
- jak mam się uspokoić?! On cię skrzywdził?! A ja nic z tym nie mogłem zrobić! Gdy widzę twoje wszystkie rany, to mnie samego boli, patrzeć na twój ból, nie pomogłem ci! Gdybym tylko tam był, nic by ci się nie stało, to wszystko moja wina! Mogłem... - nie dałam mu dokończyć, ponieważ wpiłam się w jego wargi, był na początku nieco zaskoczony, ale zaraz odwzajemnił pocałunek i przywarł do mnie swoim ciałem, wplotłam palce w jego włosy i lekko za nie szarpałam, Josh przyciągnął nie jeszcze bliżej, jeśli było to w ogóle możliwe. Moje całe ciało było rozpalone do granic możliwości, Josha zresztą też, tak mi się przynajmniej wydaje. W końcu oderwaliśmy się od siebie by zaczerpnąć powietrza. Josh przyłożył swoje czoło do mojego i zamknął oczy, jego oddech był nierównomierny. Staliśmy chwilę w ciszy i próbowaliśmy się uspokoić. Pierwszym zakłócającym tą ciszę by Josh
- obiecuję ci, ten kto ci to zrobił pożałuje, pożałuje, że cię dotknął, że zrobił ci jakąkolwiek krzywdę, tylko, że jego będzie to bolało dwa razy mocniej - powiedział spokojnie, wprost do mojego ucha
- Josh proszę cię... - przerwał od razu
- nie piękna, skrzywdził cię, więc teraz za to zapłaci, mógł myśleć wcześniej - powiedział stanowczo, a ja nie miałam zamiaru się z nim sprzeczać - umyj się, a ja zrobię ci herbatę - powiedział i pocałował mnie troskliwie w czoło, wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi, szybko się rozebrałam i weszłam pod prysznic, odkręciłam ciepłą wodę i pozwoliłam, by zmyła ze mnie brudy dzisiejszego dnia, przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do Jess, ona mnie chyba zabije, ale przecież nie mam telefony, a może Josh mi pożyczy, tak to będzie dobry pomysł, poproszę Josha, szybko wlałam na rękę szampon do włosów i wtarłam go w nie, teraz tylko jeszcze żel pod prysznic na ciało i będę gotowa. Spłukałam wszystko z siebie, wyszłam spod prysznica, wytarłam się szybko i założyłam zwykłą starą za dużą koszulkę a do tego dresowe spodenki. Stanęłam przed lustrem i dopiero teraz przyjrzałam się lepiej mojej twarzy, prawa strona nie była nawet tknięta, gorzej było z lewą, i górną wargą. Dotknęłam lekko moich siniaków. Z zamyślenia wyciągnęło mnie chrząknięcie Josha
- chodź wysuszę ci włosy - jak powiedział tak zrobił, podałam mu suszarkę, a on włączył ją do prądu i zaczął suszyć mi włosy, uczucie przyjemne, a nawet bardzo przyjemne. Zamknęłam swoje oczy i oddałam się tej przyjemności, Josh powoli gładził moje włosy nie targając ich, co u mnie jest mistrzostwem, nawet nie spostrzegłam kiedy skończył. Wyłączył suszarkę i odłożył ją w to samo miejsce, z którego ją wzięłam. Poszliśmy do kuchni, gdzie czekała na nas już gorąca herbata. Usiedliśmy razem przy blacie - to, dasz radę mi opowiedzieć co się tam dokładnie stało - zapytał ostrożnie
- tak, ale czy mógłby mi dać na chwileczkę telefon, podał mi go od razu, napisałam esemesa do Jess, że nic mi nie jest, tylko po prostu zgubiłam telefon i musiałam znaleźć stary, no i trochę mi z tym zeszło, trochę głupio mi, iż ją okłamałam, ale nie miałam wyjścia, nie chciałam jej martwić
-  byłam u Jess, jak zresztą wiesz i oglądałyśmy film, trochę się zasiedziałam, i była późna godzina, Jess nie chciała mnie puścić, ale ja się upierałam, więc nie miała wyjścia. Ruszyłam w stronę domu i po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam, że ktoś za mną idzie więc odrobinę przyśpieszyłam, ale on też, zaczęłam biec, niestety mnie dogonił i z całej siły przyparł mnie do muru - na moje słowa Josh zacisnął pięści - chciał ode mnie pieniędzy, ale nie miałam nic przy sobie, więc zabrał mi telefon - przerwałam, żeby zabrać łyka herbaty i trochę odpocząć od mówienia, za chwilę znów zaczęłam - gdy już wziął to co chciał, uderzył mnie w twarz - przełknęłam ślinę - tak, że straciłam przytomność - szczęka Josha była jeszcze bardziej zarysowana niż wcześniej - gdy się ocknęłam, jego już nie było, a potem usłyszałam czyjeś kroki, jak się okazało twoje, resztę już znasz - zakończyłam smutno, a Josh nie mówiąc nic podszedł do mnie i mocno przytulił, ale uważał na to by nie zrobić mi krzywdy. Znów czułam się bezpieczna. Byłam strasznie zmęczona
- wiesz, ja chyba pójdę spać
- idź, dobrze ci to zrobi - poszłam na górę, a Josh szedł za mną jak cień, otworzyłam drzwi od mojego pokoju i położyłam się na łóżku, gdy on śledził każdy mój ruch - to ja już...
- zostań - przerwałam mu od razu - przynajmniej, aż nie zasnę
- zostanę, nawet wieczność, jak będzie trzeba - dzięki tym słowom moje serce zabiło trzy razy mocniej niż zwykle, przesunęłam się mu by zrobić mu miejsce, a on położył się koło mnie, odwróciłam się w stronę okna, a on przytulił mnie do siebie, pocałował mnie w głowę i wyszeptał w moje włosy - śpij mała, jestem tu, czuwam - nie czekałam długo na sen, gdyż jego oddech był jak kołysanka, a ja nie mogę zrozumieć, czemu on tak na mnie działa. Obudziłam się rano, ale miejsce obok mnie było puste ii zimne, ale Josh nie mógł mnie tak zostawić samej. Spojrzałam na zegarek i zdumiałam się była 11:38, to znaczy, że do szkoły już raczej dzisiaj nie pójdę. Włożyłam na swoje nogi moje puchowe pantofle, które wprost uwielbiam. Zeszłam na dół i zdziwił mnie widok Josha, który robił coś w kuchni, co może było by jeszcze normalne, ale gdzie do jasnej anielki podziały się jego ciuchy. Nie mogłam oderwać wzroku od jego sylwetki, jak jego mięśnie napinają się podczas czynności jakie wykonywał, ocknęłam się dopiero po minucie i powiedziałam
- dzień dobry
- witaj piękna, jak się spało? - podszedł do mnie i dał mi całusa w czoło
- bardzo dobrze, nawet lepiej niż zawsze
- powinienem częściej zostawać na noc - powiedział już weselszy niż wczoraj, zresztą o czym ja gadam, ja też jestem weselsza niż wczoraj
- oj powinieneś - powiedziałam zapominając o tym co mówię
- co takiego? - zapytał dociekliwie
- a już nic, nic, nieważne - powiedziałam
- skoro tak mówisz - powiedział zrezygnowanie
- no a tak właściwie to co tam pichcisz?
- proszę cię, ja i gotowanie? to jakoś w parze nie idzie, ale za to kanapki jeszcze potrafię zrobić
- i do tego wlicz sobie, że robisz najlepszą herbatę na świecie
- nie zapomnę, że to powiedziałaś
- nawet jak zapomnisz, to ci o tym przypomnę - chwilę jeszcze pogadaliśmy i Josh podał śniadanie własnoręcznie przez niego robione
- życzę smacznego
- a jesteś pewien, że się nie otruję
- tak jestem tego pewien - po chwili Josh zapytał - czemu nie jesz? - zdziwiony - nie jesteś głodna?
- jestem głodna, po prostu czekam, aż skosztujesz pierwszy - powiedziałam rozbawiona
- osz ty wredna małpo, tak się ze mną będziesz bawiła? - powiedział oburzony, a ja uśmiechnęłam się głupkowato - zjesz pierwsza, nawet jeśli będę cię musiał karmić, przecież, ziemia by ci tego nie wybaczyła gdyby, przez ciebie umarł tak seksowny człowiek jak ja - powiedział zabawnie
- aleś ty skromny Hunter
- staram się, no a teraz otwórz buzię... no, leci samolocik - mówił do mnie jak do małego dziecka
- o Jezu, no niech ci będzie - otworzyłam buzię, a on dał mi gryza kanapki
- brawo, o to właśnie chodzi, jak oceniasz moje zdolności kulinarne?
- na szóstkę z plusem
- wiedziałem, jestem najlepszy - pysznił się
- tak wmawiaj to sobie dalej - powiedziałam do niego, rozbawiona jego zachowaniem. Po skończonym śniadaniu poszłam na górę się przebrać, Josh został na dole. Gdy zeszłam na dół już w pełni gotowa Josh miał poważny wyraz twarzy
- coś się stało? - zapytałam zmartwiona
- nie, ale mam do ciebie pewne pytanie - kiwnęłam głową, żeby kontynuował - czy chciałabyś iść dzisiaj ze mną do kina, wyszedł dość ciekawy film, który mnie zainteresował i ciebie tez powinien
- czy to randka? - zapytałam dociekliwie
- można to tak rozumieć - odparł
- z miłą chęcią wybiorę się z tobą do kina, na film, który powiadasz, że mnie zainteresuje - odpowiedziałam spokojnie, chociaż w głębi duszy cieszyłam się jak małe dziecko, to znaczy, że te dwa pocałunki coś jednak dla niego znaczyły, a przynajmniej mam taką nadzieje. Cieszę się nawet bardzo, bo Josh dla mnie też nie jest obojętny
- naprawdę? - zapytał zdziwiony
- no jasne, czemu niby miała bym nie iść?
- no nie wiem
- no właśnie
- to co, muszę iść do siebie, żeby przebrać się w coś innego, bo nie uśmiecha mi się chodzić w brudnych ciuchach, a ty idziesz ze mną
- co? ale czemu?
- no bo nie zostawię cię tutaj samej
- no dobrze - powiedziałam przeciągając każdą literę - to co idziemy już?
- no tak, wszystko wzięłaś?
- tak wszystko mam, tylko ubiorę buty - ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, szybko ubrałam buty i wyszliśmy - Josh mam pytanie, tylko nie wiem czy na nie odpowiesz...
- pytaj śmiało, nie masz przecież nic do stracenia
- czemu chodziłeś wczoraj o tak późnej porze ulicami Londynu
- nie mogłem zasnąć, a nie potrafię usiedzieć nigdzie, kiedy nie mogę zasnąć, dlatego poszedłem na spacer
- aha - odpowiedziałam krótko - to uważaj na siebie, żeby czasem ci się nic nie stało
- mała, jeśli ty jesteś bezpieczna to i ja jestem - jaki on jest kochany, jaki facet by tak powiedział, no ja się pytam jaki?
- jesteś kochany, ale przesadzasz
- oj uwierz mi, że nie
- powiedzmy, że ci wierzę - po chwili zapytałam - gdzie mieszkasz?
- na stone street

- o, to nawet niedaleko - ucieszyłam się, bo to oznacza, że nie będziemy musieli iść daleko, ponieważ moje obolałe plecy dają o sobie znać, w pewnym momencie tak mnie zabolało, że musiałam na chwilę się zatrzymać, miałam skrzywiony wyraz twarzy, dlatego Josh spojrzał na mnie zaniepokojony- nic ci nie jest?
- no tak troszeczkę plecy mnie bolą – odpowiedziałam
- to chodź poniosę cię – powiedział uradowany
- nie bo ci jeszcze strzelą i to ja cię będę musiała nieść
- piękna, a wiesz, że jesteś lekka
- taa... jak słoń wiem
- przestań tak mówić i tak nic nie wskórasz bo cię nie puszczę
- ale ty jesteś uparty - Josh tylko się do mnie uśmiechnął i tak jak powiedział niósł mnie do samego końca, puścił mnie dopiero wtedy kiedy kładł mnie na kanapę w jego salonie, nie przeszkodziło mu nawet otwieranie drzwi jedną ręką, skąd on bierze tyle siły? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz