Leniwie wyszłam z łóżka, wykonałam standardowe poranne
czynności. Z tego co mówił mi Josh Will
to naprawdę świetny facet, chociaż może trochę skryty. Po zjedzonym śniadaniu
zadzwoniłam do Jess, po dwóch sygnałach odebrała
- haloo… - ziewnęła, co oznacza, że najprawdopodobniej ją
obudziłam
- no siema! To ja! – krzyknęłam do słuchawki i wyobraziłam
sobie już jej skrzywioną twarz na mój wyskoki ton głosu
- czego ode mnie chcesz o tak wczesnej porze gadzie niemyty
– roześmiałam się
- a nic szczególnego, chciałam z tobą pogadać, bo mi się
nudzi – po chwil dodałam – a, no i się stęskniłam za twoim głosem
- aha, już to widzę, no dobra nieważne, co ty na to, żeby
się spotkać na kawę, dawno z tobą nie plotkowałam, wiesz
- plotkowałyśmy przecież dwa dni temu, no ale jak tak bardzo
chcesz to muszę się zgodzić, tylko, że mam czas do 13.00 bo potem jestem już
umówiona
- uuuu… a kto to taki, czyżby to niejaki Josh?
- opowiem ci wszystko jak się
spotkamy – odpowiedziałam
-no weź, będziesz mnie trzymać w niepewności przez ten czas?
- Tak będę
- to spotkajmy się o 10.00 tam gdzie zawsze, pasuje ci?
- oczywiście
- no to do zobaczenia
- na razie – pożegnałam się z Jess i wyszłam z domu była 09.33 wolnym
krokiem udałam się do naszej ulubionej kafejki, pogoda dzisiaj była znośna, nie
było za ciepło, ale na szczęście nie padało. Już widziałam czerwony szyld
miejsca naszych spotkań, spojrzałam na zegarek była 09.50 co oznacza, że będę
przed umówionym czasem, trochę kiepsko, będę musiała poczekać dwadzieścia, a
nie dziesięć minut na Jess, no bo przecież ona zawsze się spóźnia, trudno się
mówi. Weszłam do pomieszczenia, w którym wyraźnie było czuć zapach kawy i
ciasta, mniam. Usiadłam w miejscu, z którego miałam najlepszy widok na ulicę,
po niedługim czasie podszedł do mnie kelner gotowy do przyjęcia zamówienia, wzięłam dwa razy late macchiato gdyż i ja i Jess kochamy ten
rodzaj kawy. Po pięciu minutach kelner przyniósł mi zamówienie. Spojrzałam na
zegarek wiszący na moim nadgarstku była już 10.04, czyli się nie pomyliłam Jess
jak zwykle spóźniona wypiłam już połowę swojej kawy kiedy drzwi od kafejki otwarły
się z hukiem, a w nich stała zdyszana Jess, próbowała odszukać mnie wzrokiem,
gdy już się jej to udało z uśmiechem wymalowanym na twarzy podeszła do mnie.
- no hej, przepraszam za spóźnienie, ale po rozmowie z tobą
tak trochę mi się przysnęło i obudziłam się kilka minut przed dziesiątą, nawet
nie wiesz w jakim tempie tutaj dotarłam, jakaś flądra mnie opierniczyła, bo przez
przypadek na nią wpadłam, a przecież to ona trzymała telefon przy uchu i miała
gdzieś co się dzieje na ulicy
- jak ja tęskniłam za tym twoim gadaniem, tylko nie
zapominaj, że czasami trzeba oddychać – zaśmiała się i usiadła naprzeciwko mnie
na krześle – zamówiłam ci już kawę, powiedziałam i podsunęłam pod jej nos napój
- mmm… macchiato, moja ulubiona, jak ty dobrze mnie znasz
- dziewczyno, przecież przychodzimy tutaj przynajmniej raz w
tygodniu, a ty zawsze zamawiasz to samo, no chyba dziwne jest to, że wiem jaka
kawa najbardziej ci odpowiada – powiedziałam wesoło na co ona tylko
wyszczerzyła się w moją stronę
- no wiem, no wiem, ale teraz koniec już o tym, ty lepiej
opowiadaj co tam u tego całego Josha, będą z tego dzieci?
- Jess o czym ty mówisz, na razie nawet nie jesteśmy razem
-na razie powiadasz, czyli że wszystko może się jeszcze zmienić?
- ty mnie lepiej nie łap tak za słowa, poza tym nie znam go
jeszcze za dobrze, żebyśmy mogli być razem – powiedziałam już lekko
zarumieniona, matko jak ja tego nie cierpię, czemu muszę się rumienić w tak nieodpowiednich
chwilach
- ale wiesz co? – zapytała się mnie, a ja posłałam jej
spojrzenie które mówiło, żeby kontynuowała – chyba Josh nie jest ci obojętny,
nie no co ja gadam on na sto procę nie jest ci obojętny, bo gdyby był to nie
rumieniłabyś się na każde, chociażby jedno wspomnienie o nim – uśmiechnęła się
do mnie dwuznacznie
- ja się wcale nie rumienię – zaprzeczyłam
- yhy na pewno, tylko powiedz mi co to jest? – zapytała się
i położyła dłonie na obydwu moich policzkach
- to jest uczulenie, na… na… - nie wiedziałam co powiedzieć
- no właśnie, widzisz nawet ty nie masz sensownego
wytłumaczenia na to – zaśmiała się, a po chwili ja dołączyłam do niej – no dobra,
sprawę rumieńca mamy już za sobą więc, teraz proszę mi powiedzieć – zrobiła pauzę,
co miało budować atmosferę – gdzie się dzisiaj z nim wybierasz?
- więc… - chciałam zacząć, ale mi przerwałam
- nie zaczyna się zdania od więc
- mistrzyni angielskiego się znalazła
- no wiesz, nie chcę ci mówić, ale ostatnio z testu dostałam
piątkę, a ty tylko czwórkę, więc kto jest mądrzejszy w tym gronie? – zapytała,
a zaraz po tym zaczynała wskazywać
kciukami na siebie, jakby chciała mi dać podpowiedź
- no chyba nie ty! – przekomarzałyśmy się jeszcze chwilę, a
potem Jess zaczęła
- ej! Nie próbuj się wymigać od udzielenia mi odpowiedzi na
wcześniejsze pytanie, jakbyś zapomniała brzmiało ono… gdzie zaprasza cię
dzisiaj ten przystojniaczek?
- to znaczy, nie idziemy na żadną randkę, tak właściwie to
mam poznać jego przyjaciół, a tak dokładniej to tylko drugiego, bo pierwszego
już znam
- czyli pan „jestem sexy” ma jeszcze dwóch przyjaciół?
- Jess, nie nazywaj go tak, to dziwne – zaczęła się śmiać –
a odpowiadając na twoje pytanie to tak jeden z nich to Luke, a drugi to Will
- hymn, Will… znajome
imię, nie sądzisz? – pomyślałam przez chwilę i próbowałam sobie przypomnieć,
czy nie znam kogoś o takim imieniu, jednak nic konkretnego nie przychodziło mi
na myśl, wzruszyłam ramionami
- nie przypominam sobie nic… - gadałyśmy tak do umówionej
godziny, a potem na pożegnanie, dałyśmy sobie całusy w policzek, ja poszłam w
stronę mojego domu a Jessica swojego,
szybko weszłam do mieszkania, przebrałam się w inne ciuchy zamiast obiadu
postanowiłam zjeść zwykłe jabłko, trochę nie zdrowo, ale nie miałam czasu na
coś co lepiej zaspokoiło by mój głód. Usłyszałam jak Josh podjeżdża pod mój
dom, wyszłam z domu uprzednio zakładając czarne tenisówki, zamknęłam drzwi i
skierowałam się w stronę jego ścigacza, niestety, ale nie był dzisiaj autem. Ściągnął
kask i podszedł do mnie
- cześć mała – powiedział i przytulił mnie do siebie, a ja
poczułam zapach jego perfum
- hej, jedziemy?
- jedziemy – podał mi kask, a ja już bez problemu go
założyłam, Josh wsiadł na motor, a ja zaraz za nim, zaplotłam ręce na jego
brzuchu – gotowa? - nic nie mówiłam tylko pokiwałam głową na znak, że może
ruszać, włączył silnik i ruszyliśmy z miejsca.