piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 11

- widzę, że już pogodzeni, więc może byśmy tak oglądnęli jakiś film?
- mi pasuje - odpowiedziałam
- mi też - Josh się do mnie uśmiechnął
- mówię wam, ale Will będzie zły, że pozna cię jako ostatni - podniecił się Luke
- no - odpowiedział mu osobnik znajdujący się po mojej lewej
- wybrałem nam krainę lodu do oglądnięcia, co wy na to
- ekstra! - krzyknęłam - już kiedyś miałam to oglądnąć, ale jakoś nie było czasu
- piąteczka, że się zgadzamy - wystawiłam dłoń Lukowi, który usiadł po mojej prawej stronie, przez cały czas wymieniałam uwagi dotyczące filmu z Lukiem, od czasu do czasu spoglądając na Josha, który wydawał się trochę zły? Nie jestem do końca pewna, ale na jego twarzy widoczna była zazdrość, tylko o co? Po skończonym filmie była godzina 15:00, dlatego Luke oznajmił, że musi już spadać, przytulił nie na pożegnanie i dał przyjacielskiego całusa w policzek w tym momencie po minie Josha wnioskowałam, że był w stanie wybuchnąć, ale nic się nie odezwał przybili sobie nawzajem piątki, takie wiecie, jak się faceci witają i żegnają
- no to pa! Widzimy się w sobotę - pożegnał się Luke
- na pewno - odkrzyknęłam, Josh nic nie powiedział, dobra czyli muszę z nim pogadać
- Jesteś zły? - zapytałam spokojnie
- nie - aha czyli jest zły
- wiesz, pewien przystojny i kochany człowiek powiedział mi "nie kłam, bo wiem kiedy to robisz" - zacytowałam jego samego
- a w skali od jeden do dziesięć jak przystojny był ten człowiek - zapytał Josh udając, że nie wie o kim ja mówię
- hymm... wiesz  w skali od jeden do dziesięć daję mu... sześćdziesiąt dziewięć - powiedziałam do niego
- ciekawe, nie powiem, że nie... - uśmiechnął się
- o, a co to? - wskazałam na jego uśmiech - czyżbyś już nie był zazdrosny?
- ja wcale nie byłem zazdrosny - oburzył się
- nie, wcale - zaczęłam sarkastycznie - wiesz może zadzwonię do Luka, żeby przyszedł jeszcze na chwilkę jeśli będzie miał czas
- nie! - odpowiedział natychmiastowo, a ja uniosłam brew - to znaczy się... Luke na pewno nie będzie miał czasu
- jesteś pewny? może jednak znajdzie chwilkę?
- wygrałaś - powiedział naburmuszony, żeby poprawić jego humor, dałam mu soczystego buziaka w policzek i przytuliłam
- lepiej ci już? - zapytałam widząc jego zawadiacki uśmiech
- tak - pogadaliśmy jeszcze chwile po czym Josh stwierdził, że musimy już jechać, bo seans zaczyna się o 16:30, a zbliżała się już 16:00 - no wychodź szybciej, spóźnimy się i to nie będzie moja wina
- oj no nie gorączkuj się już tak - Josh zamknął za mną drzwi i ruszył w kierunku garażu, wyjechał z niego autem? a co się stało z jego ścigaczem, popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem, gdy wysiadał z samochodu
- i jak podoba ci się moje nowe dziecko - uśmiechnął się
- no, nawet bardzo, w końcu nie będę się musiała bać, że spadnę gdzieś po drodze - zażartowałam
- nie martw się motory się nie pozbyłem - odgryzł mi się - a teraz bardzo proszę piękną panią, o wejście do mojego samochodu - otworzył mi drzwi od swojego cacka, a potem zamknął, po chwili był już na miejscu kierowcy, ruszyliśmy, Josh w trakcie jazdy włączył radio, leciała cudowna piosenka, do której niestety nie znam słów, jednak Josh chyba zna, bo zaczyna nucić sobie pod nosem, za chwilę usłyszałam jego cudowny głos, ten, to ma talent, śpiewał pięknie... i do tego jeszcze ta jego chrypa w głosie, no tak to ja mogę jeździć wszędzie. Przez całą drogą przypatrywałam się Joshowi, jednak on udając, że tego nie widzi śpiewał dalej, niestety dotarliśmy do kina, Josh szybko wyszedł z samochodu i przyszedł mi otworzyć podziękowałam mu szerokim uśmiechem. Weszliśmy do kina, Josh poszedł kupić bilety, a ja udałam się po popcorn, stało się tak gdyż, Josh chce mi zrobić niespodziankę, tak abym nie wiedziała jaki film będziemy oglądać - chodź - Josh chwycił mnie za rękę i zaprowadził pod salę, w której jak mniemam będzie puszczany nasz film, weszliśmy tam razem, jak się okazało, Josh załatwił dla nas miejsca na samym środku sali, z czego się cieszyłam, bo będziemy mieli najlepszy widok na ekran. Po dziesięciu minutach czekania i oglądania reklam film się już zaczął, a ja już szczerze chciałam wyjść
- Josh! czemu nie powiedziałeś mi, że to będzie horror, do reszty cię pogięło - krzyczałam na niego szeptem
- nie mówiłem ci, bo dobrze wiedziałem, że jak ci powiem na co idziemy to nie będziesz chciała iść
- no może dlatego, że będę mieć jakieś dziwne koszmary w nocy
- nie bój się, nie ma czego to tylko film, pomyśl sobie, że kiedy oni to nagrywali to śmiali się z tego wszystkiego
- nie robi mi się jakoś lepiej, przez ten fakt
- mam pomysł, jak się będziesz bała, to się po prostu do mnie przytul - powiedział spokojnie
- ty małpo! wymyśliłeś to wcześniej, przejrzałam cie
- co? ja? czemu miałbym to wymyślić wcześniej?
- zabawne, ale wiesz skoro już mówisz, że będę się mogła do ciebie przytulać, to może jakoś przeżyję ten film
- zobaczysz, nie będzie tak źle, przecież masz mnie koło siebie
- ach, no racja zapomniałam - już dalej w spokoju oglądaliśmy film, cały czas tuliłam się do Josha, a on objął mnie ramieniem, zawsze jak było coś straszniejszego to chowałam głowę w jego tors, a gdy po chwili znów zerkałam w stronę ekranu, widziałam jak Josh śmieje się głupkowato sam do siebie... wreszcie te katusze się skończyły i wyszliśmy na świeże powietrze, nie chciałam jeszcze wracać do domu, dlatego zaproponowałam pójście do parku na spacer, na co Josh się ochoczo zgodził i takim sposobem teraz spacerujemy sobie po pięknym Londyńskim parkiem, w pewnej chwili Josh zatrzymał się i spojrzał na mnie i zaczął się do mnie zbliżać, pocałował mnie namiętnie, przez co ja wplotłam palce w jego miękkie włosy, oraz odwzajemniłam pocałunek, jednak on nie był mi dłużny, całował mnie całym sobą, przyparł mnie do drzewa, a moje nogi w tej chwili były jak z waty, pociągnęłam mocniej za jego włosy, na co cicho mruknął, chyba mu się podoba, oderwaliśmy się od siebie, gdyż obydwoje potrzebowaliśmy zaczerpnąć powietrza, Josh nie spuszczał ze mnie wzroku, on jako pierwszy postanowił coś powiedzieć
- Wiki, jesteś najcudowniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek, pragnę abyś była moja, nie w sensie rzeczowym, chcę abym tylko ja mógł cię tak dotykać, całować, bym tylko ja mógł się o ciebie dbać, troszczyć się, jesteś niesamowita - powiedział na jednym wydechu, nie odpowiedziałam, jednak pocałowałam go znów - czy to oznacza, że będziesz moją dziewczyną? - zapytał pełny nadziei
- a jak myślisz? - Josh przytulił mnie z całej siły i zakręcił mnie dookoła siebie
- nawet nie wiesz jaki jestem szczęśliwy - wykrzyknął, a ja się zaśmiałam, teraz szliśmy wzdłuż alejki którą tu przyszliśmy, jednak coś zaniepokoiło moje oczy, stanęłam na chodniku jak wryta - co się dzieje piękna - zapytał zaniepokojony Josh
- To on... - Josh zrozumiał od razu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz