poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 14

Była czwarta nad ranem gdy obudził mnie jakiś szelest szybko podniosłam się do pozycji siedzącej. Dziwne dźwięki dochodziły najprawdopodobniej z dołu. Wyciągnęłam kij bejsbolowy spod mojego łóżka, pewnie zastanawiacie się skąd mam taki kij pod łóżkiem, już tłumacze jak byłam mniejsza to czasami sobie grałam w basseballa, takie małe hobby, ale już mi przeszło. Nieważne, po cichu wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę salonu. Tak jak mi się zdawało, włamywacz, no bo chyba tak mogę go nazywać stał tam. Było strasznie ciemno, a on stał do mnie tyłem więc skorzystałam z okazji, uniosłam kij do góry i z całej siły uderzyłam go, nie jestem w stanie stwierdzić gdzie dokładnie go uderzyłam, ale byłam pewna, że na pewno zabolało.
-AŁAA!! – wydarł się… Josh?! Szybko włączyłam światło i zobaczyłam jak brunet leży na podłodze z rękami przyłożonymi do lewego boku
- Matko Boska! Josh nic ci się nie stało, przepraszam nie chciałam, nie wiedziałam, że to ty, naprawdę cię przepraszam, ale było ciemno, przepraszam – mówiłam spanikowana  
- mała, spokojnie, nic mi nie jest, trochę boli, ale przeżyje, nie martw się to nie twoja wina, w końcu ja przyszedłem tutaj bez zapowiedzi, naprawdę nic się nie stało – podczas mówienia usiadł na kanapie, a ja usiadłam obok niego
- jeszcze raz przepraszam, trochę spanikowałam – powiedziałam z uśmiechem
- trochę? – zapytał sarkastycznie i uniósł jedną brew do góry, na co ja pokiwałam lekko głową – no nie wydaje mi się  - tez się uśmiechnął – a teraz gadaj, skąd masz ten kij? – zaśmiałam się
- jak byłam trochę mniejsza to czasami sobie grałam, a kiedy już przestałam to postanowiłam go nie wyrzucać, bo byłam do niego przywiązana, a teraz ty gadaj, jak się tutaj dostałeś, co?
- przez okno – powiedział spokojnie jakby to było najoczywistszą rzeczą na świecie – było otwarte – wyprostował swoją odpowiedź
- serio? – zdziwiona popatrzyłam na okno i faktycznie było otwarte
- powinnaś bardziej uważać, co by było gdybym to nie był ja?
- poradziła bym sobie, jak sam widziałeś – dumnie podniosłam głowę do góry, nastała chwila ciszy, którą postanowiłam przerwać – dlaczego cię dzisiaj nie było, czekałam przed sklepem jak głupia, mogłeś chociaż zadzwonić albo wysłać esemesa, że jednak nie dasz rady
- wiem przepraszam cię, ale miałem coś pilnie zrobić, to nie mogło poczekać
- to co musiałeś zrobić? – zapytałam zaciekawiona
- dowiesz się obiecuje, ale jeszcze nie teraz
- umm, jasne, chcesz może herbaty?

-chętnie – ruszyłam w stronę kuchni, a Josh szedł za mną jak cień postawiłam czajnik z wodą na gazie  wyciągnęłam kubki i wrzuciłam do nich po saszetce herbaty. Usiadłam na blacie i czekałam, aż woda się zagotuje. Siedzieliśmy w zupełniej ciszy. On na krześle, a ja obok niego. Żadne z nas nie odważyło się przerwać panującej ciszy, czułam na sobie wzrok Josha jednak nie miałam odwagi na niego spojrzeć. Czułam jak jego świdrujący  wzrok wypala we mnie dziurę. Kątem oka zauważyłam jak Josh chce coś powiedzieć, ale zaraz zamknął buzię. Po chwili czajnik zaczął gwizdać, zeskoczyłam z blatu i zalałam obydwa kubki parującą cieczą, podałam jeden z nich Joshowi i ruszyłam w stronę mojego pokoju usiadłam na łóżku uprzednio kładąc  garnuszek na stoliku nocnym, Josh zrobił to samo i usiadła naprzeciwko mnie
 - wiec… - zaczął – pewnie zastanawia cię moje zachowanie podczas tej nocy w parku? – zapytał, a ja twierdząco pokiwałam głową – nie lubię gdy ktoś krzywdzi osoby na których mi zależy, a jemu się to należało
- Josh ale ty nie masz prawa osądzać innych – ze spokojem odpowiedziałam
- wiem, że nie mam, ale to było silniejsze ode mnie, nie chciałem cię przestraszyć i nie chcę żebyś się mnie bała, nie o to mi chodziło, nie chciałem wywołać u ciebie strachu, powiedz, czy , czy ty nadal się mnie boisz?- wiesz… teraz już nie mam raczej czego się bać, mój stary Josh wrócił – uśmiechnęłam się do niego na co on odpowiedział mi tym samym – ale muszę z tobą porozmawiać o czymś jeszcze – spoważniałam, a on w oczach miał strach? – myślę, że nie powinniśmy być razem, bo tak naprawdę to ja wcale cię nie znam, możemy spróbować, ale jeszcze nie teraz potrzebuję czasu, nie miej mi tego za złe – niemalże szeptałam
- rozumiem, to trochę za szybko się potoczyło – ulżyło mi, że nie był na mnie zły
- czyli, że teraz między nami wszystko okej? – zapytałam
- tak, wszystko w jak najlepszym porządku – gadaliśmy jeszcze do godziny ósmej rano, potem Josh musiał wracać do domu, powiedział mi, że przyjedzie po mnie o czternastej no bo w końcu mam poznać dzisiaj jeszcze drugiego z jego przyjaciół Willa.

1 komentarz:

  1. Świetny rozdział :)
    Czekam z niecierpliwością na next <3

    OdpowiedzUsuń