piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 10

Moje rozmyślania przerwał mój zacny królewicz
- i jak ci się podobają moje skromne progi - powiedział przy czym zabawnie rozłożył ręce, żeby pokazać mi jego przestrzeń
- strasznie masz tu przytulnie - powiedziałam szczerze
- dziękuję, a teraz wybaczy mi śliczna pani jednak muszę ją zostawić, gdyż śmierdzę jak świnia, dlatego powinienem pójść się wykąpać - zaśmiałam się na jego słowa i pomachałam mu na pożegnanie, miałam teraz czas, aby lepiej przyjrzeć się małej części jego mieszkania. Co prawda sporo różniło się od mojego jednak posiadało cząstkę Josha w sobie, tak jak powiedziałam Joshowi było tu bardzo przytulnie, przy jego kominku mogła bym już zostać na zawszę i czytać przy nim książki, na suficie wisiał mały żyrandol, na ścianach znajdowały się fotografie, które szczerze mnie zainteresowały, podeszłam do jednej z nich, która przedstawiała Josha i jakiś dwóch mężczyzn, z czego wnioskuje, że byli to już wcześniej mi wspominani Luke i Will. Patrzyłam na fotografię i ten wielki uśmiech Josha, muszą być naprawdę ze sobą blisko
- miałaś leżeć - Josh wymruczał do mnie i objął mnie swoimi ramionami, przeszedł mnie przyjemny dreszcz, który przyniósł za sobą gęsią skórkę, staliśmy tak i wpatrywaliśmy się w zdjęcia
- wiem, że miałam... to są Luke i Will?
- tak, i przypominam ci, że obiecałaś mi, iż przyjdziesz ich poznać w sobotę
- pamiętam, nie zapominam obietnic, których składam - powiedziałam spokojnie.  Stoimy tak już od dłuższej chwili nie zmieniając pozycji, jedyne co się zmieniło to, to, że głowa Josha zamiast być nad moją głową jest w zagłębieniu mojej szyi, przez co od czasu do czasu mam dreszcze, trzymam swoje ręce na rękach Josha splecionych na mojej talii, czuję się wspaniale, jednak nawet najwspanialsze chwile kiedyś się kończą, teraz została zakłócona przez dzwonek do drzwi. Josh posłał mi zdziwione spojrzenie, co oznaczało, że on sam nie wie kogo się spodziewać. Jednak poszedł otworzyć
- siema stary! - usłyszałam czyiś obcy głos
- siema Luke, co ty tu dzisiaj robisz? - oho, czyli zapowiada się, że jednego z przyjaciół Josha poznam już dzisiaj, będzie ciekawie
- wiesz trochę mi się nudzi, więc pomyślałem, że wpadnę, nie będę ci siedział na głowie za długo, bo o 16:00 spotykam się z Paulą, a w ogóle to co nie cieszysz się, że mnie widzisz?
- nie no pewnie, że się ciesze, ale mogłeś chociaż zadzwonić z wyprzedzeniem
- oj no przepraszam to mogę wejść?
- no jasne! tylko uprzedzam, że nie jestem sam
- no to z kim? - jak mniemam Luke, właśnie mnie zobaczył, a jego oczy przypominały pięciozłotówki, nastała chwila ciszy po czym Josh powiedział
- Luke poznaj Wiki, Wiki poznaj Luka
- o jacie! to ty! no nareszcie cię widzę, po opisach Josha wiedziałem, że jesteś ładna, ale nie wiedziałem, ze aż tak - zarumieniłam się na jego słowa - miło mi cię poznać - wyciągnął do mnie rękę, przez co miło ją uścisnęłam
- mnie też jest miło - uśmiechnęłam się
- mam nadzieję, że w niczym ważnym wam nie przeszkodziłem - poruszał znacząco brwiami
- Luke ty zboczeńcu! - krzyknął wesoło Josh
- no co! Ja się tylko spytałem, ale widząc po twojej twarzy Wiki sądzę, że jednak się coś działo, więc bardzo proszę na mnie nie krzyczeć - na jego słowa na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy burak, niż miałam przed chwilą
- nie przejmuj się Wiki - pocieszył mnie Josh - on tak zawsze, ale kiedy my mówimy tak o nim i o Pauli, to wielki oburzony jest - wnioskuję, że niejaka Paula to dziewczyna Luka
- przymknij się już Josheph! - krzyknął na niego... czekaj, czekaj Josheph, no nie mogę... nie wiedziałam, że Josh to skrót od Josheph, wybuchłam śmiechem
- Jezus, Maria, Luke czemu użyłeś mojego pełnego imienia - mówił Josheph, próbując przebić się przez mój głośny śmiech, na szczęście nie śmiałam się sama bo Luke dotrzymywał mi przy tym towarzystwa - Wiktorio, to nie jest śmieszne - o, niee...
- jesteś okropny - powiedziałam i strzeliłam tak zwanego focha, nie będzie mnie nazywał moim pełnym imieniem, zwłaszcza, że wie jak jak go nie na widzę
- ej Wikuś, nie obrażaj się - poprosił Josh
- okej to ja się spokojnie wycofam do kuchni, dobrze wiemy, że z obrażoną kobietą nie warto wchodzić w poważniejsze dyskusje - w pół żart, w pół serio powiedział Luke, podczas wypowiadania swoich słów cofał się do tyłu, przez co już go nie mogłam dojrzeć
- piękna... halo, nie mogłaś się na mnie obrazić, w końcu ja powinienem, śmiałaś się z mojego pełnego imienia - starałam się nie uśmiechać i nie patrzeć na niego, jak na razie świetnie i to wychodziło, ale coś czuję, że długo tak nie pociągnę - mała... no chodź się przytul do wujka Joshepha! - uśmiechnęłam się szeroko, bo już nie mogłam tego powstrzymać - wiedziałem, że się mi nie oprzesz, jestem taki boski, każda na mnie leci... ała! - krzyknął, ponieważ walnęłam go solidnie w łeb - co ja ci takiego zrobiłem?
- powiedziałeś do mnie Wiktoria

- oj no przepraszam, już jest ok - kiwnęłam wesoło głową i mogę się założyć z każdym z was, że w tym momencie wyglądałam jak ośmio latka, która się na coś zgadza, wtuliłam się w ciało Josha i wdychałam jego cudowne perfumy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz