Moje rozmyślania przerwał mój zacny
królewicz
- i jak ci się podobają moje skromne
progi - powiedział przy czym zabawnie rozłożył ręce, żeby pokazać mi jego
przestrzeń
- strasznie masz tu przytulnie -
powiedziałam szczerze
- dziękuję, a teraz wybaczy mi śliczna
pani jednak muszę ją zostawić, gdyż śmierdzę jak świnia, dlatego powinienem
pójść się wykąpać - zaśmiałam się na jego słowa i pomachałam mu na pożegnanie,
miałam teraz czas, aby lepiej przyjrzeć się małej części jego mieszkania. Co
prawda sporo różniło się od mojego jednak posiadało cząstkę Josha w sobie, tak
jak powiedziałam Joshowi było tu bardzo przytulnie, przy jego kominku mogła bym
już zostać na zawszę i czytać przy nim książki, na suficie wisiał mały
żyrandol, na ścianach znajdowały się fotografie, które szczerze mnie
zainteresowały, podeszłam do jednej z nich, która przedstawiała Josha i jakiś
dwóch mężczyzn, z czego wnioskuje, że byli to już wcześniej mi wspominani Luke
i Will. Patrzyłam na fotografię i ten wielki uśmiech Josha, muszą być naprawdę
ze sobą blisko
- miałaś leżeć - Josh wymruczał do mnie i
objął mnie swoimi ramionami, przeszedł mnie przyjemny dreszcz, który przyniósł
za sobą gęsią skórkę, staliśmy tak i wpatrywaliśmy się w zdjęcia
- wiem, że miałam... to są Luke i Will?
- tak, i przypominam ci, że obiecałaś mi,
iż przyjdziesz ich poznać w sobotę
- pamiętam, nie zapominam obietnic,
których składam - powiedziałam spokojnie.
Stoimy tak już od dłuższej chwili nie zmieniając pozycji, jedyne co się
zmieniło to, to, że głowa Josha zamiast być nad moją głową jest w zagłębieniu
mojej szyi, przez co od czasu do czasu mam dreszcze, trzymam swoje ręce na
rękach Josha splecionych na mojej talii, czuję się wspaniale, jednak nawet
najwspanialsze chwile kiedyś się kończą, teraz została zakłócona przez dzwonek
do drzwi. Josh posłał mi zdziwione spojrzenie, co oznaczało, że on sam nie wie
kogo się spodziewać. Jednak poszedł otworzyć
- siema stary! - usłyszałam czyiś obcy
głos
- siema Luke, co ty tu dzisiaj robisz? -
oho, czyli zapowiada się, że jednego z przyjaciół Josha poznam już dzisiaj,
będzie ciekawie
- wiesz trochę mi się nudzi, więc
pomyślałem, że wpadnę, nie będę ci siedział na głowie za długo, bo o 16:00
spotykam się z Paulą, a w ogóle to co nie cieszysz się, że mnie widzisz?
- nie no pewnie, że się ciesze, ale
mogłeś chociaż zadzwonić z wyprzedzeniem
- oj no przepraszam to mogę wejść?
- no jasne! tylko uprzedzam, że nie
jestem sam
- no to z kim? - jak mniemam Luke,
właśnie mnie zobaczył, a jego oczy przypominały pięciozłotówki, nastała chwila
ciszy po czym Josh powiedział
- Luke poznaj Wiki, Wiki poznaj Luka
- o jacie! to ty! no nareszcie cię widzę,
po opisach Josha wiedziałem, że jesteś ładna, ale nie wiedziałem, ze aż tak -
zarumieniłam się na jego słowa - miło mi cię poznać - wyciągnął do mnie rękę, przez
co miło ją uścisnęłam
- mnie też jest miło - uśmiechnęłam się
- mam nadzieję, że w niczym ważnym wam
nie przeszkodziłem - poruszał znacząco brwiami
- Luke ty zboczeńcu! - krzyknął wesoło
Josh
- no co! Ja się tylko spytałem, ale
widząc po twojej twarzy Wiki sądzę, że jednak się coś działo, więc bardzo
proszę na mnie nie krzyczeć - na jego słowa na mojej twarzy pojawił się jeszcze
większy burak, niż miałam przed chwilą
- nie przejmuj się Wiki - pocieszył mnie
Josh - on tak zawsze, ale kiedy my mówimy tak o nim i o Pauli, to wielki
oburzony jest - wnioskuję, że niejaka Paula to dziewczyna Luka
- przymknij się już Josheph! - krzyknął
na niego... czekaj, czekaj Josheph, no nie mogę... nie wiedziałam, że Josh to
skrót od Josheph, wybuchłam śmiechem
- Jezus, Maria, Luke czemu użyłeś mojego
pełnego imienia - mówił Josheph, próbując przebić się przez mój głośny śmiech,
na szczęście nie śmiałam się sama bo Luke dotrzymywał mi przy tym towarzystwa -
Wiktorio, to nie jest śmieszne - o, niee...
- jesteś okropny - powiedziałam i
strzeliłam tak zwanego focha, nie będzie mnie nazywał moim pełnym imieniem,
zwłaszcza, że wie jak jak go nie na widzę
- ej Wikuś, nie obrażaj się - poprosił
Josh
- okej to ja się spokojnie wycofam do
kuchni, dobrze wiemy, że z obrażoną kobietą nie warto wchodzić w poważniejsze
dyskusje - w pół żart, w pół serio powiedział Luke, podczas wypowiadania swoich
słów cofał się do tyłu, przez co już go nie mogłam dojrzeć
- piękna... halo, nie mogłaś się na mnie
obrazić, w końcu ja powinienem, śmiałaś się z mojego pełnego imienia - starałam
się nie uśmiechać i nie patrzeć na niego, jak na razie świetnie i to
wychodziło, ale coś czuję, że długo tak nie pociągnę - mała... no chodź się
przytul do wujka Joshepha! - uśmiechnęłam się szeroko, bo już nie mogłam tego
powstrzymać - wiedziałem, że się mi nie oprzesz, jestem taki boski, każda na
mnie leci... ała! - krzyknął, ponieważ walnęłam go solidnie w łeb - co ja ci
takiego zrobiłem?
- powiedziałeś do mnie Wiktoria
- oj no przepraszam, już jest ok -
kiwnęłam wesoło głową i mogę się założyć z każdym z was, że w tym momencie
wyglądałam jak ośmio latka, która się na coś zgadza, wtuliłam się w ciało Josha
i wdychałam jego cudowne perfumy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz