piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział 9

- nie kłam, wiem kiedy to robisz, powiedz, zrobił ci coś jeszcze? - wyszeptał, napinając swoje wszystkie mięśnie, nie potrafiłam nic odpowiedzieć, jednak zeszłam z prali, odwróciłam się do niego tyłem i podniosłam koszulkę do góry, nie musiałam długo czekać, ponieważ od razu poczułam na swojej gorącej skórze jego palce. Objeżdżał powoli i delikatnie moje siniaki, zaraz po tym poczułam na nich jego zimne usta, tak delikatne i lekkie jak gdyby dotykały mnie tam aniele skrzydła, a nie jego usta, pocałował każdy nawet najmniej bolącą cześć moich pleców, gdy skończył odwróciłam się twarzą do niego i spojrzałam w jego oczy, jedyne co w nich zobaczyłam to ból, żal do samego siebie, Josh po chwili nie wytrzymał i z całej siły uderzył ręką o ścianę znajdującą się za nim tak, że powstała w niej niemała dziura
- Josh, proszę uspokój się - powiedziałam powoli
- jak mam się uspokoić?! On cię skrzywdził?! A ja nic z tym nie mogłem zrobić! Gdy widzę twoje wszystkie rany, to mnie samego boli, patrzeć na twój ból, nie pomogłem ci! Gdybym tylko tam był, nic by ci się nie stało, to wszystko moja wina! Mogłem... - nie dałam mu dokończyć, ponieważ wpiłam się w jego wargi, był na początku nieco zaskoczony, ale zaraz odwzajemnił pocałunek i przywarł do mnie swoim ciałem, wplotłam palce w jego włosy i lekko za nie szarpałam, Josh przyciągnął nie jeszcze bliżej, jeśli było to w ogóle możliwe. Moje całe ciało było rozpalone do granic możliwości, Josha zresztą też, tak mi się przynajmniej wydaje. W końcu oderwaliśmy się od siebie by zaczerpnąć powietrza. Josh przyłożył swoje czoło do mojego i zamknął oczy, jego oddech był nierównomierny. Staliśmy chwilę w ciszy i próbowaliśmy się uspokoić. Pierwszym zakłócającym tą ciszę by Josh
- obiecuję ci, ten kto ci to zrobił pożałuje, pożałuje, że cię dotknął, że zrobił ci jakąkolwiek krzywdę, tylko, że jego będzie to bolało dwa razy mocniej - powiedział spokojnie, wprost do mojego ucha
- Josh proszę cię... - przerwał od razu
- nie piękna, skrzywdził cię, więc teraz za to zapłaci, mógł myśleć wcześniej - powiedział stanowczo, a ja nie miałam zamiaru się z nim sprzeczać - umyj się, a ja zrobię ci herbatę - powiedział i pocałował mnie troskliwie w czoło, wyszedł z łazienki, zamykając za sobą drzwi, szybko się rozebrałam i weszłam pod prysznic, odkręciłam ciepłą wodę i pozwoliłam, by zmyła ze mnie brudy dzisiejszego dnia, przypomniało mi się, że miałam zadzwonić do Jess, ona mnie chyba zabije, ale przecież nie mam telefony, a może Josh mi pożyczy, tak to będzie dobry pomysł, poproszę Josha, szybko wlałam na rękę szampon do włosów i wtarłam go w nie, teraz tylko jeszcze żel pod prysznic na ciało i będę gotowa. Spłukałam wszystko z siebie, wyszłam spod prysznica, wytarłam się szybko i założyłam zwykłą starą za dużą koszulkę a do tego dresowe spodenki. Stanęłam przed lustrem i dopiero teraz przyjrzałam się lepiej mojej twarzy, prawa strona nie była nawet tknięta, gorzej było z lewą, i górną wargą. Dotknęłam lekko moich siniaków. Z zamyślenia wyciągnęło mnie chrząknięcie Josha
- chodź wysuszę ci włosy - jak powiedział tak zrobił, podałam mu suszarkę, a on włączył ją do prądu i zaczął suszyć mi włosy, uczucie przyjemne, a nawet bardzo przyjemne. Zamknęłam swoje oczy i oddałam się tej przyjemności, Josh powoli gładził moje włosy nie targając ich, co u mnie jest mistrzostwem, nawet nie spostrzegłam kiedy skończył. Wyłączył suszarkę i odłożył ją w to samo miejsce, z którego ją wzięłam. Poszliśmy do kuchni, gdzie czekała na nas już gorąca herbata. Usiedliśmy razem przy blacie - to, dasz radę mi opowiedzieć co się tam dokładnie stało - zapytał ostrożnie
- tak, ale czy mógłby mi dać na chwileczkę telefon, podał mi go od razu, napisałam esemesa do Jess, że nic mi nie jest, tylko po prostu zgubiłam telefon i musiałam znaleźć stary, no i trochę mi z tym zeszło, trochę głupio mi, iż ją okłamałam, ale nie miałam wyjścia, nie chciałam jej martwić
-  byłam u Jess, jak zresztą wiesz i oglądałyśmy film, trochę się zasiedziałam, i była późna godzina, Jess nie chciała mnie puścić, ale ja się upierałam, więc nie miała wyjścia. Ruszyłam w stronę domu i po jakiś dziesięciu minutach usłyszałam, że ktoś za mną idzie więc odrobinę przyśpieszyłam, ale on też, zaczęłam biec, niestety mnie dogonił i z całej siły przyparł mnie do muru - na moje słowa Josh zacisnął pięści - chciał ode mnie pieniędzy, ale nie miałam nic przy sobie, więc zabrał mi telefon - przerwałam, żeby zabrać łyka herbaty i trochę odpocząć od mówienia, za chwilę znów zaczęłam - gdy już wziął to co chciał, uderzył mnie w twarz - przełknęłam ślinę - tak, że straciłam przytomność - szczęka Josha była jeszcze bardziej zarysowana niż wcześniej - gdy się ocknęłam, jego już nie było, a potem usłyszałam czyjeś kroki, jak się okazało twoje, resztę już znasz - zakończyłam smutno, a Josh nie mówiąc nic podszedł do mnie i mocno przytulił, ale uważał na to by nie zrobić mi krzywdy. Znów czułam się bezpieczna. Byłam strasznie zmęczona
- wiesz, ja chyba pójdę spać
- idź, dobrze ci to zrobi - poszłam na górę, a Josh szedł za mną jak cień, otworzyłam drzwi od mojego pokoju i położyłam się na łóżku, gdy on śledził każdy mój ruch - to ja już...
- zostań - przerwałam mu od razu - przynajmniej, aż nie zasnę
- zostanę, nawet wieczność, jak będzie trzeba - dzięki tym słowom moje serce zabiło trzy razy mocniej niż zwykle, przesunęłam się mu by zrobić mu miejsce, a on położył się koło mnie, odwróciłam się w stronę okna, a on przytulił mnie do siebie, pocałował mnie w głowę i wyszeptał w moje włosy - śpij mała, jestem tu, czuwam - nie czekałam długo na sen, gdyż jego oddech był jak kołysanka, a ja nie mogę zrozumieć, czemu on tak na mnie działa. Obudziłam się rano, ale miejsce obok mnie było puste ii zimne, ale Josh nie mógł mnie tak zostawić samej. Spojrzałam na zegarek i zdumiałam się była 11:38, to znaczy, że do szkoły już raczej dzisiaj nie pójdę. Włożyłam na swoje nogi moje puchowe pantofle, które wprost uwielbiam. Zeszłam na dół i zdziwił mnie widok Josha, który robił coś w kuchni, co może było by jeszcze normalne, ale gdzie do jasnej anielki podziały się jego ciuchy. Nie mogłam oderwać wzroku od jego sylwetki, jak jego mięśnie napinają się podczas czynności jakie wykonywał, ocknęłam się dopiero po minucie i powiedziałam
- dzień dobry
- witaj piękna, jak się spało? - podszedł do mnie i dał mi całusa w czoło
- bardzo dobrze, nawet lepiej niż zawsze
- powinienem częściej zostawać na noc - powiedział już weselszy niż wczoraj, zresztą o czym ja gadam, ja też jestem weselsza niż wczoraj
- oj powinieneś - powiedziałam zapominając o tym co mówię
- co takiego? - zapytał dociekliwie
- a już nic, nic, nieważne - powiedziałam
- skoro tak mówisz - powiedział zrezygnowanie
- no a tak właściwie to co tam pichcisz?
- proszę cię, ja i gotowanie? to jakoś w parze nie idzie, ale za to kanapki jeszcze potrafię zrobić
- i do tego wlicz sobie, że robisz najlepszą herbatę na świecie
- nie zapomnę, że to powiedziałaś
- nawet jak zapomnisz, to ci o tym przypomnę - chwilę jeszcze pogadaliśmy i Josh podał śniadanie własnoręcznie przez niego robione
- życzę smacznego
- a jesteś pewien, że się nie otruję
- tak jestem tego pewien - po chwili Josh zapytał - czemu nie jesz? - zdziwiony - nie jesteś głodna?
- jestem głodna, po prostu czekam, aż skosztujesz pierwszy - powiedziałam rozbawiona
- osz ty wredna małpo, tak się ze mną będziesz bawiła? - powiedział oburzony, a ja uśmiechnęłam się głupkowato - zjesz pierwsza, nawet jeśli będę cię musiał karmić, przecież, ziemia by ci tego nie wybaczyła gdyby, przez ciebie umarł tak seksowny człowiek jak ja - powiedział zabawnie
- aleś ty skromny Hunter
- staram się, no a teraz otwórz buzię... no, leci samolocik - mówił do mnie jak do małego dziecka
- o Jezu, no niech ci będzie - otworzyłam buzię, a on dał mi gryza kanapki
- brawo, o to właśnie chodzi, jak oceniasz moje zdolności kulinarne?
- na szóstkę z plusem
- wiedziałem, jestem najlepszy - pysznił się
- tak wmawiaj to sobie dalej - powiedziałam do niego, rozbawiona jego zachowaniem. Po skończonym śniadaniu poszłam na górę się przebrać, Josh został na dole. Gdy zeszłam na dół już w pełni gotowa Josh miał poważny wyraz twarzy
- coś się stało? - zapytałam zmartwiona
- nie, ale mam do ciebie pewne pytanie - kiwnęłam głową, żeby kontynuował - czy chciałabyś iść dzisiaj ze mną do kina, wyszedł dość ciekawy film, który mnie zainteresował i ciebie tez powinien
- czy to randka? - zapytałam dociekliwie
- można to tak rozumieć - odparł
- z miłą chęcią wybiorę się z tobą do kina, na film, który powiadasz, że mnie zainteresuje - odpowiedziałam spokojnie, chociaż w głębi duszy cieszyłam się jak małe dziecko, to znaczy, że te dwa pocałunki coś jednak dla niego znaczyły, a przynajmniej mam taką nadzieje. Cieszę się nawet bardzo, bo Josh dla mnie też nie jest obojętny
- naprawdę? - zapytał zdziwiony
- no jasne, czemu niby miała bym nie iść?
- no nie wiem
- no właśnie
- to co, muszę iść do siebie, żeby przebrać się w coś innego, bo nie uśmiecha mi się chodzić w brudnych ciuchach, a ty idziesz ze mną
- co? ale czemu?
- no bo nie zostawię cię tutaj samej
- no dobrze - powiedziałam przeciągając każdą literę - to co idziemy już?
- no tak, wszystko wzięłaś?
- tak wszystko mam, tylko ubiorę buty - ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych, szybko ubrałam buty i wyszliśmy - Josh mam pytanie, tylko nie wiem czy na nie odpowiesz...
- pytaj śmiało, nie masz przecież nic do stracenia
- czemu chodziłeś wczoraj o tak późnej porze ulicami Londynu
- nie mogłem zasnąć, a nie potrafię usiedzieć nigdzie, kiedy nie mogę zasnąć, dlatego poszedłem na spacer
- aha - odpowiedziałam krótko - to uważaj na siebie, żeby czasem ci się nic nie stało
- mała, jeśli ty jesteś bezpieczna to i ja jestem - jaki on jest kochany, jaki facet by tak powiedział, no ja się pytam jaki?
- jesteś kochany, ale przesadzasz
- oj uwierz mi, że nie
- powiedzmy, że ci wierzę - po chwili zapytałam - gdzie mieszkasz?
- na stone street

- o, to nawet niedaleko - ucieszyłam się, bo to oznacza, że nie będziemy musieli iść daleko, ponieważ moje obolałe plecy dają o sobie znać, w pewnym momencie tak mnie zabolało, że musiałam na chwilę się zatrzymać, miałam skrzywiony wyraz twarzy, dlatego Josh spojrzał na mnie zaniepokojony- nic ci nie jest?
- no tak troszeczkę plecy mnie bolą – odpowiedziałam
- to chodź poniosę cię – powiedział uradowany
- nie bo ci jeszcze strzelą i to ja cię będę musiała nieść
- piękna, a wiesz, że jesteś lekka
- taa... jak słoń wiem
- przestań tak mówić i tak nic nie wskórasz bo cię nie puszczę
- ale ty jesteś uparty - Josh tylko się do mnie uśmiechnął i tak jak powiedział niósł mnie do samego końca, puścił mnie dopiero wtedy kiedy kładł mnie na kanapę w jego salonie, nie przeszkodziło mu nawet otwieranie drzwi jedną ręką, skąd on bierze tyle siły? 

Rozdział 8

- dawaj pieniądze! - krzyknął do mnie, a na dźwięk jego głosu przeszły mnie ciarki
- nie mam nic przy sobie - ledwo z siebie wydusiłam, oprawca szybko sprawdził mój plecak i znalazł w nim mój telefon, schował go szybko do kieszeni
- dobranoc - powiedział do mnie i ostatnie co pamiętam to ból rozchodzący się po mojej twarzy, ocknęłam się i głęboko zaczerpnęłam powietrza, musiałam trochę odetchnąć żeby zaznajomić się z sytuacją, na szczęście byłam w tym samym miejscu, w którym dopadł mnie ten ohydny człowiek. Moja twarz, a bardziej okolice policzka i ust strasznie mnie bolały, no i jeszcze te plecy, koszmar. Dopiero teraz przypomniałam sobie, że ten przestępca zabrał mi mój telefon, nawet nie wiem która jest godzina, ale coś czuję, że sporo po północy. A co jeśli Jess się martwi, bo nie napisałam do niej, pewnie myśli, że coś mi się stało. Moje przemyślenia przerwały czyjeś kroki w obawie, że to znowu ten koleś, zaczęłam uciekać, moje tętno wzrosło jeszcze bardziej gdy ten ktoś zaczął za mną biegnąć, po pięciu minutach biegu moje płuca już ledwo wytrzymywały, jednak osobnik za mną nie poddawał się, więc resztkami sił krzyknęłam do niego
- zostaw mnie! Słyszysz!
- Wiki?! Wiki zatrzymaj się to ja Josh! - gdy usłyszałam te słowa kamień spadł mi z serca, ale co on sobie pomyśli kiedy mnie taką zobaczy, o nie, na pewno będzie się o wszystko dopytywał, spanikowałam - czemu uciekałaś? - spytał się Josh kiedy był już blisko mnie
-B-bo... - nie potrafiłam nic z siebie wydusić, Josh był już zaraz za mną chwycił mnie za ramiona i odwrócił mnie twarzą do siebie, jego pierwszą reakcją kiedy mnie zobaczył było zdziwienie, potem przejawiło się to niesamowitą troską, a teraz w jego oczach widzę jedynie furię, taką jaką nie widziałam jeszcze u nikogo innego w swoim życiu
- kto ci to zrobił - wycedził przez zęby, oddzielając każde jedno słowo od drugiego, jednak w jego głosie dało wyczuć się troskę, niestety nie potrafiłam wydusić siebie ani jednego słowa strach mnie sparaliżował - odpowiedz mi - powiedział spokojniej, nadal na mnie patrząc, nic nie powiedziałam, lecz po moim policzku spłynęła jedna słona łza, którą wytarł od razu, jednak ta mała głupia łza była oznaką dziesiątek innych łez. Josh przytulił mnie czule - Nie płacz mała, już tutaj jestem, już nic ci nie grozi, słyszysz, jestem tutaj piękna, nie zostawię cię, jesteś bezpieczna - i w jego ramionach właśnie tak się czułam... bezpieczna. Po dłuższej chwili uspokoiłam się - chodź zaprowadzę cię do domu, zamarzniesz mi tutaj - przy wypowiadaniu tych słów ściągnął swoją bluzę i kazał mi ją ubrać, bez większego zastanowienia, założyłam ją, otuliła mnie przyjemna woń perfum Josha pomieszanych z papierosami i kawą. Gdy byliśmy już u drzwi mojego domu chciałam wyciągnąć klucze z plecaka, ale przez te wszystkie zdarzenia zapomniałam go zabrać z ulicy
- zapomniałam o plecaku, został tam - powiedziałam i przestraszyłam się mojego głosu
- poczekaj chwileczkę - Josh poszedł za dom, nie jestem pewna po co, po chwili drzwi od domu się otwarły, a po ich drugiej stronie zobaczyłam Josha - chodź - nakazał
- jak to zrobiłeś? - zapytałam zdziwiona
-okno od twojego pokoju było otwarte więc wspiąłem się i je otwarłem, a teraz zostań tu a ja szybko polecę po twój plecak, nie bój się sprawdziłem wszystkie okna są szczelnie zamknięte, chodź za mną zamknij drzwi i nikomu nie otwieraj, rozumiesz?- spytał zmartwiony, kiwnęłam tylko głową, Josh zbliżył się do mnie i lekko, ale z czułością musnął moje warki, spojrzałam na niego zdziwiona, na co on się tylko uśmiechnął, wyszedł z domu i pobiegł w stronę gdzie zostawiłam swój plecak. Gdy straciłam go już ze swoich oczy szybko zamknęłam drzwi i nie pomyślałam nawet o tym żeby umyć sobie twarz, siedziałam zniecierpliwiona w tle słysząc tylko to nieustające tykania zegara. Po chwili po domu rozniosło się głośne pukania, na które zerwałam się z kanapy i po cichu zbliżyłam się do drzwi, gdzie usłyszałam ciche szeptanie
- otwórz Wiki, to ja Josh - usłyszałam i wypuściłam powietrze z moich ust, które niepotrzebnie wstrzymałam, szybko uchyliłam drzwi od domu, więc Josh wszedł do środka, rzucił plecak na kanapę, chwycił za rękę i gdzieś prowadził, spostrzegłam, że tym czymś była łazienka - usiądź - powiedział wskazując na pralkę, szybko się na nią wspięłam, Josh grzebał po wszystkich szafkach najwyraźniej czegoś szukając, tym czymś okazała się być apteczka. Szybko spojrzałam i przestraszyłam się swojego odbicia, lewy policzek przyozdabiał dużych rozmiarów siniak, a na ustach miałam przecięcie już z zastygniętą krwią, Hunter podszedł do mnie z wodą utlenioną i wacikami - może cię to trochę zapiec, ale postaram się to robić jak najdelikatniej
- dobrze - w końcu wydusiłam coś z siebie po długim czasie, przypatrywałam się mu, jak w skupieniu ociera moje rany na twarzy, jego szczęka była strasznie napięta, zapewne sprawcą tego były jego zaciśnięte zęby, mimo to nadal wyglądał cudownie, przypomniało mi się jak minie pocałował, zrobił to z taką czułością, że prawie się tam rozpłynęłam
- już, twarz skończona - powiedział smutnie - wiki, czy, czy on zrobił ci coś jeszcze? - spytał, a ja przypomniałam sobie jak przyparł mnie do tego pierdolonego muru, pewnie mam na plecach sporego siniaka, ale nie będę o tym mówić Joshowi bo będzie jeszcze bardziej zły

- nie - powiedziałam cicho, prawie, że niesłyszalnie

Rozdział 7

Byłam już pod domem Jess, więc zapukałam do drzwi, otworzyła mi jej mama
- witaj kochana, Jess jest u góry, nie przyszła ci otworzyć, bo niestety nie ma na to siły
- spokojnie nic się nie dzieje rozumiem - poszłam schodami na górę, drogą którą znam już na pamięć wystukałam w drzwi nasze sekretne hasło i weszłam do jej pokoju - siemanko ty mój zdechlaku, jak tam ci życie mija - powiedziałam do Jess, która leżała plackiem na łóżku z głową w poduszce
- a weź daj spokój, chyba nigdy jeszcze nie czułam się gorzej...
- nawet po mojej osiemnastce? - zapytałam rozbawiona
- no dobra cofam swoje słowa, wtedy czułam się najgorzej
- dobra, ale nie jestem tu po to żebyś czuła się jeszcze gorzej, przyszłam ci opowiedzieć co przegapiłaś będąc chora, no więc poznałam pewnego chłopaka, który ma na imię Josh... - zaczęłam opowiadać jej wszystko, może nie mówiłam o tym, że prawie się pocałowaliśmy, ale zagłębiałam się w szczegóły gdy rozmawiałyśmy o Charlotte i wypadku z dzisiaj
- o ja nie mogę, Wiki, a całowaliście się już? - zapytała mnie przyjaciółka z podnieceniem
- no coś ty - zaprzeczyłam od razu - przecież znamy się dopiero od jakiś trzech dni
- no wiem... - powiedziała przeciągle - ale odpowiedz mi czy jest on przystojny
- no, nawet bardzo, mówię ci ocieka seksem, z każdej strony, ale to nie o to chodzi, on jest strasznie kochany i martwi się o mnie
- Cy ty się aby w nim nie zauroczyłaś?
- sama już nie wiem, czuję coś innego w jego towarzystwie, ale nie jestem pewna co to do końca jest - Jess usiadła koło mnie na łóżku i przytuliła
- Wiki cokolwiek to nie jest, pamiętaj, że jestem z tobą
- wiem, i nigdy o tym nie zapomnę - jeszcze chwilę siedziałyśmy przytulone, aż wpadł mi do głowy pewien pomysł - a może by tak oglądnąć sobie film
- no normalnie w myślach mi czytasz - uśmiechnęłam się, bo przypomniało mi się jak w taki sam sposób wyraził się do mnie Josh - to co ja wybiorę film, a ty pójdziesz na dół zrobić popcorn
- czemu ja muszę iść na dół, a nie ty?
- bo mnie tutaj choróbsko wykańcza - powiedziała niewinnie
- yhy, na pewno, ale niech ci już będzie - zeszłam na dół i szybko zrobiłam nam popcorn, nie miałam problemu ze znalezieniem wszystkich rzeczy, bo przecież bywam tutaj bardzo często - wróciłam! - krzyknęłam gdy weszłam  z powrotem do pokoju na górze
- dobrze, ale nie musisz tak krzyczeć
 ale mogę - Jess ze zrezygnowaniem pokręciła głową - no to jaki film wybrałaś?
- będziesz zachwycona, gdyż jest to Harry Potter!
- o jak fajnie! Dawno już tego filmu nie oglądałam
- widzisz od czego masz mnie! - rzuciłam się na łóżko podczas gdy Jess włączała film, wzięłam do rąk miskę z popcornem i zaczęłam go jeść, przy okazji napotykając wzrok Jess, który mówił, żebym lepiej jej coś zostawiła, zaczęłyśmy oglądać. Podczas oglądania trzeciej części Harrego spojrzałam na zegarek leżący na szafce nocnej w pokoju i się przeraziłam
- Jezu Jess już jest 22:00 a ja jeszcze nie jestem w domu, wybacz kochana ale muszę już iść
- możesz przecież zostać moja mama nie będzie miała nic przeciwko
- no wiem, ale nie mam żadnych ciuchów ani książek na jutro, przykro mi, ale muszę już iść - Jess odprowadziła mnie pod drzwi
- na pewno musisz iść, wiesz jest już ciemno, autobusy nie jeżdżą, a ty masz spory kawałek drogi do pokonania - powiedziała zatroskana
- muszę, nie martw się tak o mnie i zdrowiej, żebyś wróciła w poniedziałek do szkoły, jak wrócę do domu to napiszę ci esemesa
- no dobra, ale dobrze ci radzę uważaj - powiedziała groźnie, ale i z troską
- dobrze, pa!
- no pa - przytuliłyśmy się na pożegnanie i ruszyłam w stronę mojego domu, po dziesięciu minutach drogi usłyszałam czyjeś kroki za sobą więc odrobinę przyśpieszyłam, oglądnęłam się za siebie i ujrzałam zakapturowanego faceta, zaczęłam uciekać niestety z moją kondycją jest trochę słabo, dlatego za chwilę zostałam przygwożdżona do ściany i poczułam przeszywający ból wzdłuż moich pleców

Rozdział 6

Rano obudziłam się i... o ja pierdole, spóźnię się do szkoły jest 7:36, a ja jeszcze z domu nie wyszłam, wstałam z łóżka w tempie Bolta i tak samo szybko wykonałam wszystkie poranne czynności. Nareszcie wyszłam z domu, pędem pobiegłam wzdłuż ulicy, niestety nawet jakbym biegła z prędkością światła nie zdążyła bym na lekcję. Tak jak przypuszczałam, spóźniłam się na lekcję, wparowałam do klasy
- dzień dobry przepraszam za spóźnienie, ale...
- nic się nie dzieje, każdemu się może zdarzyć - powiedział pan od angielskiego, co za szczęście - a teraz usiądź bardzo proszę na wolnym miejscu - popatrzyłam po klasie, i napotkałam rozbawiony wzrok Josha i fałszywy wzrok Charlotte, nie patrząc już na nikogo ruszyłam w stronę wolnej ławki, niestety ktoś postanowił podstawić i nogę po drodze, a ja poleciałam na ziemię, po klasie rozległ się głośny śmiech
- uważaj jak chodzisz kujonie - krzyknął ktoś z rogu sali
- cisza! -  chciał ich wszystkich uspokoić pan Nix, niestety to nie podziałało, dlatego ze spuszczoną głową udałam się do ławki, podczas lekcji czułam na sobie czyiś wzrok, jednak nie odważyłam się podnieść głowy, mój wstyd mi na to nie pozwalał, po czasie gdy już zaczęło mnie to denerwować, podniosłam głowę popatrzyłam przez salę i napotkałam na swojej drodze te piękne tęczówki, które patrzyły na mnie z troską i współczuciem. Uśmiechnęłam się do niego, żeby pokazać mu, że wszystko jest okej, ale chyba nie chciał mi wierzyć. Wymianę naszych spojrzeń przerwał dzwonek zwiastujący koniec lekcji, zaczęłam się pakować podczas kiedy ktoś do mnie podszedł
-  nic ci nie jest? nie wyglądało to za ciekawie... - zapytał się mnie z wyczuwalną obawą
- tak, wszystko jest dobrze, już dawno zdążyłam się przyzwyczaić
- często się to zdarza?
- prawie zawsze, ale już nie zwracam uwagi na te homonidy - powiedziałam, a Josh się wesoło zaśmiał - co racja to racja, ale nie pozwól sobą tak pomiatać, postaw się czasem
- łatwo mówić, trudniej zrobić - odpowiedziałam smutno
- ej, ale mi tu się nie smuć, masz mnie masz Jess, jesteśmy razem tak czy nie?
- no tak - odpowiedziałam wesoło
- no i taka masz być już na zawsze, wiecznie wesoła, rozumiesz
- rozumiem - dalej już szliśmy korytarzem w ciszy, ale nie takiej niezręcznej, tylko dość przyjemnej ciszy, po dzwonku poszliśmy w swoje strony i nie widziałam Josha już do końca dnia w szkole. Po zakończonych lekcjach, podbiegł do mnie z zapytaniem o podwiezienie, ale odmówiłam, bo przecież idę do Jess, a to ma nie po drodze, trochę się upierał, ale po chwili odpuścił, może dlatego, że obiecałam mu, iż jutro na pewno z nim pojadę. Rozmyślałam i szłam sobie spokojnie parkiem, aż nagle coś dziwnego przeleciało mi między oczami, ale raczej mi się  przywidziało, bo gdy  mrugnęłam oczami nic już nie dziwnego widziałam. 

Rozdział 5

Rano gdy się obudziłam, nie byłam pewna czy coś mi się śniło raczej nie, a jeśli tak to niestety tego nie pamiętam. Wstałam z łóżka bez jakiejkolwiek energii, jednak dość sprawnie wykonałam wszystkie czynności poranne, zjadłam śniadanie i założyłam swoje miętowe conversy. Wyszłam z domu i wolnym krokiem udałam się w stronę szkoły, gdzieś tak w połowie drogi zatrzymał się koło mnie... zgadnijcie kto? Brunet, który swoją drogą przekroczył dziś wskaźnik dozwolonej seksowności, ach czemu? pewnie myślicie, otóż miał na sobie czarne trampki, czarne spodnie, a do tego szara koszulka bez rękawków, która tylko uwydatniała jego mięśnie nie zapominajmy o kasku i skórzanej kurtce, barwy dodawał ten jego zajebisty czerwony motor
- hej mała - odezwał się do mnie pan seksowny
- hej duży - powiedziałam, nie wiedząc jak on to przekształci
- nawet nie wiesz jak duży - powiedział z zadziornym uśmiechem
- przestań! jesteś po prostu obleśny
- no nie mów, że ci się to nie podoba - popatrzyłam na niego ze wzrokiem, który mówi " weź się już lepiej zamknij" przez co on podniósł ręce w geście obronnym
- tak sobie wmawiaj dalej West - użył mojego nazwiska - a teraz wsiadaj to podwiozę cię do szkoły
- oh, no już
- tylko trzymaj się mocno, żebyś ty mi tam przypadkiem nie spadła
- spokojnie, duża już jestem, nie trzeba się o mnie, aż tak martwić
- serio, nie zauważyłem, a co o martwienie się... to trzeba - zgadnijcie jak wygląda moja twarz, pomogę wam... burak
- dobra już lepiej jedź, bo się spóźnimy
- no jasne zapomniałem, że panna kujonka nie może spóźnić się na lekcje
- no na pewno! - krzyknęłam i uderzyłam go w ten jego głupi łeb, ruszyliśmy, na parkingu szkolnym byliśmy może po czterech minutach, Josh jak zwykle pomógł mi zejść z jego maszyny, podałam mu kask i miałam nadzieję, że w zamian za niego odda mi moją torbę, ale on miał co do tego inne plany
- Josh nie jestem małym dzieckiem, możesz mi ją dać nie oderwie mi się przez to ramię
- wiem, ale nie będziesz tego dźwigać skoro ja idę koło ciebie
- ojej, no to dziękuję- stanęłam na palcach i dałam mu całusa w policzek, a on się uśmiechnął
- wiesz, jeśli będziesz mnie tak nagradzać, to chyba już zawsze będę ci nosił torbę do szkoły - zaśmialiśmy się razem, podeszliśmy do mojej szafki, odłożyłam niepotrzebne książki i wyciągnęłam mój plan lekcji - co teraz masz? - Josh zapytał mnie mając głowę na moim ramieniu tak, że czułam jego oddech na mojej szyi, a po moim całym ciele rozeszły się przyjemne dreszcze
- b-biologie - zająknęłam się
- o! to tak samo jak ja chodź musimy zająć najlepsze miejsca, pociągnął mnie za rękę tak abym szła za nim. Jak można mieć tak długie nogi? Jego jeden krok to moje trzy, także prawie za nim truchtałam, gdy to zobaczył postanowił trochę zwolnić i chwała mu za to. Gdy podeszliśmy pod klasę, była już otwarta więc zajęliśmy przedostatnią ławkę od okna, po niedługiej chwili usłyszeliśmy dzwonek oznajmiający rozpoczęcie się lekcji, a do klasy weszła pani Nothermann, starsza, pulchniejsza pani, która na nosie miała wielkie bordowe okulary
- witam was wszystkich! dziś na lekcji zajmiemy się przekrojem żaby, także proszę o zabranie jednej na ławkę, będziemy pracować w parach... popatrzyłam ze strachem i współczuciem na te biedne żaby, że my je mamy teraz zabić? co to to nie ja się na to nie pisałam
- to kto idzie po żabę, ty czy ja? - zapytał rozbawiony Josh
- t-ty - ledwo co z siebie wydusiłam. Josh poszedł po to biedactwo, które zaraz będzie musiało zginąć
- dobrze dzieci! weźcie najmniejszy nóż jaki leży u was na ławce i przetnijcie żabę dokładnie na środku klatki piersiowej - Jezus Maria, jak ja nie cierpię patrzeć na wnętrzności, skoro na filmie to na mnie tak działa to co się stanie teraz. Josh bez patrzenia na mnie włożył nóż w to biedne zwierzątko, a dopiero potem popatrzył się na mnie i mina mu zrzedła
- wiki! wszystko z tobą w porządku? Jesteś strasznie blada - słyszałam jeszcze chwile jego głos, ale był on jak przez mgłę, teraz w myślach mam tylko te wnętrzności...
JOSH POV:
Wiki była blada jak kreda, chwilę jeszcze coś do mnie po mamrotała i w ostatniej chwili zdążyłem ja złapać, bo w przeciwnym razie uderzyła by głową o ziemię
- o mój boże! Wiki odezwij się, co ci się dzieje?! Wiki słyszysz mnie?! - od razu przybiegła do nas pani od biologii, nie wiedziałem co zrobić wpadłem w okropną panikę, tak się o nią boję, a co jeśli to coś poważniejszego
- Josh uspokój się i zanieś ją do szkolnej pielęgniarki
- dobrze - odpowiedziałem i bez zwłoki wyszedłem z klasy i niemalże biegiem udałem się do szkolnej pielęgniarki za wskazówkami pani Nothermann - boziu, oby ci się nic nie stało, tak się o ciebie martwię - mówiłem do siebie, ale również w pewnym stopniu do niebieskookiej  piękności na moich rękach, przy drzwiach nie trudziłem się z pukaniem, bo po co w tej chwili liczyła się tylko Wiktoria, a nie maniery. Pielęgniarka na początku była oburzona moim zachowaniem, ale kiedy zauważyła co się dzieje zrozumiała i kazała mi położyć Wiki na jakimś specjalnym łóżku... czemu ona się jeszcze nie obudziła, była już zbadana i nic szczególnego się z nią nie stało więc o co chodzi? biłem się z myślami, ale pani Kirst, bo swoja drogą tak się nazywała uspokoiła mnie mówiąc mi, że to nic poważnego i że za niedługo już się obudzi. Nareszcie! Wiki zaczęła się ruszać co oznacza, iż się budzi, co za ulga, otworzyła leniwie oczy, ale z powrotem je zamknęła, podszedłem do niej i patrzyłem na nią w skupieniu, pewnie ją teraz głowa cholernie boli, biedulka, kiedy otworzyła oczy już na stałe uśmiechnąłem się do niej, co szczerze odwzajemniła - widzę, że śpiąca królewna już wstała
- wstała, wstała, ale z chęcią pospała by sobie jeszcze troszeczkę
- o nie! Mała, tak to ty mi już nigdy nie uśniesz - usiadłem koło niej przyciągnąłem ją do siebie i mocno przytuliłem - napędziłaś mi takiego stracha, tak się o ciebie martwiłem...
- martwiłeś się? - no brawo geniuszu jak zwykle musisz powiedzieć o jedno słowo za dużo, teraz wybrnij z tego w jakiś normalny sposób, o mam!
- nie chcę ci się może pić, bo po twoim głosie myślę, że jednak ci się chce
-no, nawet bardzo, czuje się tak jakby mi tam jakiś kot wszystko podrapał - w mgnieniu oka przyniosłem jej kubek z zimną wodą, którego piła dość powoli, zważając na stan jej gardła
- wiki, a tak właściwie to czemu zemdlałaś, przecież chyba dobrze się dzisiaj czułaś?
-nie ja... ja po prostu mam taki wstręt, do wnętrzności i tego typu rzeczy
- naprawdę? To czemu nie powiedziałaś mi wcześniej, jakbym wiedział to bym za żadne skarby nie robił tego rozkroju na twoich oczach? - zapytałem z wyrzutem
- nie wiem samo tak jakoś wyszło, przepraszam...
- już nic się nie stało, ważne że z tobą już jest wszystko dobrze, jeśli cię to pocieszy to ja boję się igieł, także może ty mnie kiedyś będziesz ratować, bo zemdleje jak taka jedną zobaczę - powiedziałem żartobliwie, po czym zauważyłem, że humor się jej poprawił
- oboje mamy dziwne fobie - powiedziała z uśmiechem
- widzisz jesteśmy nienormalni, i co zrobisz? nic nie zrobisz...
- dobra, a teraz chodź, mam cię bezpiecznie zawieźć do domu
- ale po co? czuję się bardzo dobrze, a poz tym nie opuszczę lekcji
- Wiki, mam szansę się z tobą wyrwać z tego więzienia, pamiętasz byłaś mi winna przysługę
- ale mi się będzie nudzić w domu
- a kto powiedział, że jedziemy do domu, nazwę ten nasz mały wypad " zwiedzanie Londynu z najlepszą dziewczyną jaka chodzi po tej ziemi" i jak podoba się? - zauważyłem jak Wiki się rumieni i szczerze wyglądała z tym prze słodko, zresztą jak zawsze
- bez przesady - powiedziała zmieszana
- nie przesadzam, taka jet najszczersza prawda - poszliśmy do małej kawiarenki na roku ulicy, na kawę i jakieś dobre ciastko, trochę się posprzeczaliśmy kto ma płacić, ale to w końcu ja ja zaprosiłem więc ja będę płacił, wzięliśmy swoje zamówienie i ruszyliśmy do stolika, który miał idealny widok na ulicę - wiki, co powiesz na grę pod nazwą dwadzieścia pytań?
- dobra tylko ja zaczynam
- jak zawsze - powiedziałem z uśmiechem
-dobra... too.. pierwsze pytanie - chwile się zastanawiała jakie zadać mi pytanie -  jaki jet twój ulubiony kolor?
- czarny i szary - odpowiedziałem jej szybko, na co ona kiwnęła głową
- moja kolej... co chciałabyś robić w przyszłości?
- wiesz, moja pasja jest gotowanie, dlatego będę chciała robić coś co jet w jakimś stopniu powiązane z tym czym się interesuje - wiki zamyśliła się na chwilę i zadała mi pytanie - twój albo twoi najlepsi przyjaciele
- o właśnie! miałem ci powiedzieć, że tak trochę im o tobie powiedziałem i oni chcieli by cię poznać, co ty na to?
WIKI POV:
No nie powiem, że nawet bardzo zaskoczył mnie tym pytaniem, nie spodziewałam się, że będzie o mnie w ogóle komuś mówił
- wow, no to tak trochę ci powiem, że mnie zaskoczyłeś - odpowiedziałam
- nie jesteś na mnie zła?
- nie, a o co mam być zła, o to że komuś o mnie powiedziałeś? no nie przesadzaj, aż taka zła to ja nie jestem - powiedziałam mu spokojnie, o i dobrze, że mi przypomniał, muszę przełożyć moje spotkanie z Jess na jutro, bo dziś coś czuję, że będzie dzień z Joshem
- o, no to się cieszę, a odpowiadając na twoje wcześniejsze pytanie to moi najlepsi przyjaciele to Luke i Will, którzy powiedzieli, że mam cię z nimi poznać nawet zaraz - moje oczy przypominają pięciozłotówki, ale nie dziwcie mi się nie codziennie poznaje się nowych ludzi, przynajmniej w moim wypadku tak jest - widzę po twojej minie, że jesteś nieco zdziwiona, więc już ci tłumaczę kiedy moi przyjaciele kogoś poznają to automatycznie ja też ich poznaję, a kiedy ja kogoś poznaję to oni też chcą tego kogoś poznać- okej, jest w porządku, po prostu strasznie mnie zdziwiłeś
- taki miałem zamiar - powiedział i zadziornie się uśmiechnął, dalej gadaliśmy już o wszystkim i o niczym, rzecz jasna, ze pytań był więcej niż tylko dwadzieścia, dzięki temu dowiedziałam się kilka ciekawostek o Joshu. G dy skończyliśmy jeść, wyszliśmy z lokalu i Josh podwiózł mnie do domu, na pożegnanie, zafundował mi całusa w policzek i ogromnego przytulasa. weszłam do domu i uświadomiłam sobie, że moja twarz jest całą czerwona, nie byłam głodna, przez co od razu poszłam na górę i w między czasie wysłałam Jess esemesa z przeprosinami, że nie mogłam wpaść dzisiaj, za to na sto procent wpadnę do niej jutro.  Na szczęście, nawet nie była na mnie zła, odpisała tylko, że nie ma sprawy i nie może się doczekać naszego spotkania. Po szybkiej nauce umyłam się i padłam na łóżko jak długa, zapomniałam nawet nastawić budzika, ale w tej chwili najmniej mnie to obchodziło, usnęłam. 

Rozdział 4

- hej Josh! Wiesz mam sprawę do ciebie, moglibyśmy pogadać w cztery oczy?
- no jasne, tylko szybko spakuję wszystkie swoje rzeczy
- ale Josh – wtrąciła się Charlotte – możecie pogadać tutaj, wszystko co usłyszała się przy tym stoliku, wszystko tutaj zostaje
-yyy… - Josh nie wiedział co powiedzieć więc postanowiłam go uratować
- ale to chodzi o to, że Josha dręczy wstydliwa sprawa, potworna wysypka, wiesz, a ja znam świetnego fachowca i on się właśnie pytał na kiedy go zapisać, no i on musi z nim porozmawiać… to pa! – powiedziałam, chwyciłam Josha z a rękę i pociągnęłam go w stronę wyjścia ze stołówki, Charlotte, siedziała na swoim miejscu totalnie zbita z tropu, a miny Josha to ja już wolę nie opisywać, gdy wyszliśmy ze stołówki Josh zaczął
- Wiki, nie wiem czy mam być ci wdzięczny czy może cię zabić… serio wysypka, może trzeba było powiedzieć gdzie ta wysypkę jeszcze mam
- oj no wybacz, wymyślałam na czas, a gdy patrzyłam na ciebie to nie miałeś zamiaru chyba nic powiedzieć i się tak nie złość, bo ci para będzie lecieć nosem i uszami
- no dobra… nawet mi się chwile pozłościć nie dasz, prawda?
- dokładnie tak, co teraz masz?
- tu jest napisane, że sala 254, czyli bodajże chemia…
- no to chodź – znowu złapałam go odruchowo za rękę – mamy razem lekcje, też mam chemię, cieszysz się?
- i to nawet nie wiesz jak bardzo… na razie siedziałem tylko z dziewczynami, z którymi się nawet pogadać nie dało, albo się do mnie ludzie szczerzyli, a zdarzyło się mi też, że jakiś chłopak tak się ode mnie odsunął byle bym go tylko nie dotknął
- no wiesz… czasami ludzie nie chcą by ich dotykano hahahaha… - śmialiśmy się razem, podczas naszej podróży do Sali chemicznej, ktoś mnie tak stuknął ramieniem, że wszystkie książki wyleciały mi z rąk, schyliłam się i zaczęłam je zbierać
- daj pomogę ci – zaoferował ochoczo Josh – Boziu ile ty tego nosisz, aż dziwi mnie to, że ci się jeszcze ręce nie oderwały, daj poniosę…
- nie trzeba, nie jestem, aż taka słaba
- wiem, zdążyłem się przekonać kiedy zrzuciłaś mnie ze siebie w sklepie… pamiętasz?
- wiesz chyba nigdy nie zapomnę tak dziwnej wizyty w sklepie
-wiesz, ze ja chyba też, pomyśleć, że nie chciało mi się iść tam
- tak właściwie to mogłeś tam nie iść, wtedy cała paczka żelek była by dla mnie, nie musiałabym się nią z tobą dzielić
- ale ty jesteś wredna…
- no wiem, ale to chyba dobrze?
- nawet bardzo dobrze, to co mogę z tobą siedzieć?
- yhy, przynajmniej dopóki Jess nie wróci
- kto to Jess?
- to moja najlepsza przyjaciółka , chodzimy razem do tej szkoły i siedzimy ze sobą zawsze kiedy mamy jakieś lekcje razem
-aha, mam nadzieje, że ją kiedyś poznam? – zapytał się mnie z zawadiackim uśmiechem
- no oczywiście! Mówię ci szczena jej opadnie jak dowie się, że spotkałam takie cia… - przerwałam, bo zrozumiałam co właśnie chciałam powiedzieć
- takie co? – zapytał się mnie wścibsko
- takie… emm… eh… chciałam powiedzieć, że nie uwierzy kiedy powiem jej, że spotkałam taką ciamajdę
- yhym… - wymruczał przeczesując palcami swoje włosy
- a co, nie wierzysz mi?
- co, niee… no jasne, że ci wierzę – powiedział sarkastycznie
- a niech ci będzie, nie będę ci ego podburzać, a teraz chodźmy już lepiej na lekcję, bo się spóźnimy, a ta nauczycielka nie toleruje spóźnień
- yhy… nie ma to jak szybka zmiana tematu… najlepsza taktyka na całym świecie – za to zdanie oberwał ode mnie porządnego kuśkańca  w żebra, na co on tylko lekko podskoczył, bo jak to powiedział „załaskotało go to”, za to on zmierzwił mi włosy i wyglądałam jak po huraganie. Na lekcji nic się ciekawego nie działo , nie ma to przecież jak całą lekcję słuchać przynudzania o cząsteczkach molekularnych, może jakbym teraz odleciała  w swój świat to bym to jakoś przeżyła, no ale to było nie możliwe, no bo jak, kiedy koło siebie siedzi taki osobnik co zwie się Josh, który, albo bawi się moimi włosami, co jest nawet przyjemne… ale nieważne, albo gapi się na mnie tak jakby miał zaraz wytrzeszczu oczu dostać . wybił dzwonek zwiastujący koniec moich lekcji, moje zbawienie, spakowałam się i już miałam wychodzić, lecz przy wyjściu z klasy zatrzymał mnie Josh
- czy piękna pani, życzyła by sobie podwózki do domu?
- a to nie był by dla ciebie problem? Bo wiesz nie jadę do końca do domu, tylko muszę jechac jeszcze do pracy
- ty nigdy nie będziesz moim problemem – uwaga, zanotujcie ten moment, bo właśnie w tej jakże cudownej chwili wyglądam jak pomidor i  to taki nieźle zjarany od słońca. Razem z Joshem i moją czerwona twarzą wyszliśmy na parking i ruszyliśmy do miejsca gdzie Josh zaparkował swój… ścigacz?
- jeździsz ścigaczem?
- no tak, jak chyba widać, masz włóż kask, żeby przypadkiem nic ci się nie stało – Josh podał mi do ręki kask, a ja za żadne skarby nie mogłam go założyć na swoją głowę, siłowałam się z nim jeszcze jakieś dwie minuty, ale on nadal nic – daj pomogę ci, ty moja sierotko – odgarnął mi włosy z twarzy, a ja spojrzałam mu głęboko w oczy i to był mój błąd, ponieważ utonęłam w tej pięknej Czernej, zaczęliśmy się do siebie powoli zbliżać. Gdy jego usta miały się już zetknąć z moimi, obok nas przejechał samochód i ochlapał mnie i Josha od stóp do głów, kałużą z deszczu, który padał jakieś dwie godziny temu
- co to za palant?! Czy on nie wie jak się jeździ?!
- nie wiem, ale jakbym go tylko dorwał… - Josh przymknął oczy, a w mojej głowie wciąż brzmiało jedno pytanie, dlaczego akurat w takim momencie, kiedy już miał mnie pocałować… świecie? Naprawdę mnie tak nienawidzisz? Po tym jakże małym incydencie, Josh założył kask na moją głowę, za co serdecznie dziękuję, bo nie widać już mojej zaczerwienionej twarzy. Wsiadłam na motor, Josh przypatrywał mi się i przy okazji asekurował, żebym przypadkiem, nie daj boże spadła z motoru. On sam usiadł przede mną i uniósł moje nogi do góry, usadawiając je na jakimś specjalnym podnóżku czy jakimś innym czymś oraz włączył swoje cudo
- gotowa?
- nie – odpowiedziałam na co on się gardłowo zaśmiał
- nie bój się mała, nie zabiję nas… mam przynajmniej taką nadzieję
- co?!
- nie, nic nie mówiłem, musiałaś się przesłyszeć – yhy no na pewno mam bardzo dobry słuch, co on sobie myśli? Gdy ruszyliśmy zacisnęłam mocniej uścisk na jego klatce piersiowej
- gdzie pracujesz? – zapytał się gdy staliśmy na pasach
- cały czas prosto, aż nie zobaczysz różowego napisu Cookies
- ooo… jak słodko - tak, tak śmiej się dalej… - ruszyliśmy ze świateł, po jakimś czasie zobaczyłam już ten neonowy szyld, Josh zaparkował i pomógł mi zejść z motoru, oddałam mu kask i podziękowałam za podwózkę
- a może przyjechać po ciebie piękna, żebyś nie musiała się po nocach w autobusie tłuc?
- nie no co ty już i tak wystarczająco mi pomogłeś, a poza tym kończę trochę późno, dlatego nie będzie, aż takiego tłoku, dzięki za propozycję, ale w tym wypadku odmówię
- nie ma sprawy, następnym razem, tak łatwo się nie dam - uśmiechnął się w bardzo słodki sposób
- to do zobaczenia - podeszłam do niego i dałam mu całusa w policzek, po jego minie stwierdziłam, że nie spodziewał się tego, pomachałam mu jeszcze na odchodne i weszłam do lokalu, szybko się przebrałam i stanęłam za ladą, wyglądnęłam przez okno i zobaczyłam, że Josh jeszcze stoi na swoim miejscu z zamyślonym wyrazem twarzy, pojechał dopiero po pięciu minutach, a ja nadal nie mogłam zapomnieć o jego cudownym uśmiechu i to było w tym wszystkim najgorsze... a może i najlepsze, sama już nie wiem gubię się we własnych myślach. W tym lokalu jeszcze oprócz mnie pracuje Katy, tyle, że ona ma na razie wolne, dlatego dziś pracuje sama. Nie ma za dużego ruchu, zresztą co się dziwić zazwyczaj przychodzą tutaj starsze panie, które chcą poplotkować, czy też w spokoju chcą wypić sobie herbatę. Od czasu do czasu zdarzały się wyjątki, bo przychodziły tutaj zakochane w sobie pary, które patrzyły sobie czule nawzajem w oczy i czymś się karmiły, zazwyczaj były to lody. Dzisiejszy dzień minął zaskakująco szybko, może to wina tych węgielnych oczów? wtrąciła mi moja podświadomość... właśnie wyszłam z lokalu i postanowiłam, że przejdę się na piechotę, jest takie piękne gwieździste niebo, że aż szkoda by było jechać autobusem... szłam sobie i myślałam nad wszystkim, co by było gdybym nie poznała Jess? Co by było gdyby Josh nie przyszedł do sklepu po te żelki? Co by było gdyby moi rodzice nadal żyli? Czy była bym tą samą osobą? Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem... weszłam do domu i od razu poczułam ciepło w nim panujące na mojej skórze. Byłam tak strasznie padnięta, że nawet nic nie zjadłam, poszłam się tylko szybko umyć gdy położyłam się do łóżka dostałam wiadomość
"dobrej nocy, mam nadzieję, że wróciłaś do domu cała i zdrowa xoxo   Josh" gdy zobaczyłam treść i nadawcę esemesa automatycznie się uśmiechnęłam, nie zwlekałam długo, odpisałam mu
" dziękuję i nawzajem, tak dotarłam do domu w jednym kawałku :* "
Po wysłaniu wiadomości zawitałam do krainy Morfeusza niemal od razu.

Rozdział 3

Rano obudziłam się na czymś mięciutkim i cieplutkim, otworzyłam oczy
- Aaaa! O mój boże co moja twarz robiła na twoim dupsku?! O rany, o nie!
- Wiki co ci? Czemu tak krzyczysz?
-moja twarz… ona leżała na twoim dupsku…
- hahahahahaha… - Josh zaczął się śmiać, no bardzo śmieszne, ciekawe co on by zrobił gdyby obudził się z twarzą na moim tyłku, albo nieważne, nie było tematu
- bardzo śmieszne – powiedziałam mu i siadłam na kanapie z fochem
- Ej Wiki, nie obrażaj się, to chyba nie moja wina, że mój tyłek jest tak seksowny i ciągnie cię do niego nawet jak śpisz – po wypowiedzeniu tych słów przez Josha już nie mogłam powstrzymać śmiechu, wiec i ja i on buchnęliśmy śmiechem, który swoją drogą słyszała cała okolica, a na dodatek jeśli chcecie wiedzieć, to pan sexy tarzał się po podłodze. Śmialiśmy się jeszcze z jakieś pięć minut, po czym w końcu się ogarnęliśmy i poszliśmy razem zrobić śniadanie, zjedliśmy jak chyba zwykle się u mnie zdarza płatki z mlekiem
- dobra Wiki to ja już muszę iść, nie  chcę ci siedzieć na głowie, a poza tym to jeszcze się do szkoły przygotować muszę…
- jasne nie ma sprawy to do jutra i miłego dnia!
- aha Wiki i mam jeszcze jedną prośbę, mogłabyś mi dać swój numer telefonu?
- pewnie, tylko podaj mi twój telefon, to ci wpiszę – podał mi swój telefon, a ja szybko wstukałam na nim ciąg liczb. Odprowadziłam Josha do drzwi, a on niespodziewanie dał mi całusa w policzek, miło z jego strony
- widzimy się jutro piękna! – krzyknął mi na odchodne… czekaj, czekaj… piękna?
- pa! – zamknęłam za sobą drzwi i poszłam na górę, czas się pouczyć, bo jutro czeka mnie sprawdzian z fizyki. Po skończonej nauce była godzina 21:25, a ja zastanawiam się kiedy mi to wszystko tak szybko minęło? Ale nieważne, teraz muszę iść szybko coś zjeść, umyć się i iść spać. Rano obudziłam się przed moim budzikiem, leniwie zczołgałam się z łóżka i poszłam do łazienki, w końcu chyba trzeba ogarnąć ten busz na mojej głowie. Gdy spojrzałam w lustro moją pierwszą myślą było… kurwa, dziwię się nawet, że to lustro nie pękło, bo ja bym na jego miejscu pękła… po skończeniu strojenia się wyglądałam o niebo lepiej i chwała Bogu za to. Zeszłam na dół i w końcu zjadłam moje ukochane śniadanie, dlaczego w końcu? Bo czułam, że żołądek to mi niezłą serenadę gra. Po zjedzeniu wszystkiego wstałam od stołu, talerz wrzuciłam do zmywarki i wyszłam z domu uprzednio zakładając swoje ulubione czarne trampki. Dziś pogoda nie zachwycała, ale na szczęście nie padało, dlatego dało się to jakoś przeżyć wolnym krokiem udałam się do tego obozu pracy zwanym potocznie szkołą. Przy wejściu przywitały mnie te blond szczoty tymi swoimi sarkastycznymi uśmiechami.
- hej Wikuś, a te ciuchy co masz na sobie to od bezdomnych pożyczyłaś czy jak? Wiesz jeśli nie masz się w co ubrać to mogłaś mi powiedzieć , bo ostatnio wyrzucałam niepotrzebne szmaty, na pewno bym ci coś dała – zaśmiała się pogardliwie, a z nią ten jej chórek , minęłam je bez żadnej uwagi, bo po co?  Nie są warte moich słów, poza tym to najskuteczniejszy pomysł jaki do tej pory miałam, aby unikać tak owych plastików. Weszłam do szkoły i udałam się do mojej szafki, aby wyciągnąć z niej wszystkie potrzebne mi na dzisiaj książki. Gdy miałam się już odwracać zauważyłam Josha, który zmierzał w moim kierunku z zawadiackim uśmiechem, i wiecie co? Mogłam się założyć, że właśnie każda dziewczyna patrzy w jego stronę nawet nie mrugając, a może i nawet oddychając, dziwię się tylko, że jeszcze żadna nie zemdlała na jego widok. Josh podszedł do mnie i zawiesił sobie ramie na moim.
- no hellow!  Nie wiesz może przypadkiem czy jakaś piękna i słodka dziewczyna nie była by chętna oprowadzić mnie po szkole, hmm…?
- nie jestem pewna, ale chyba Charlotte była by chętna, bo ona…
- Ej, co ty odwalasz… chodziło mi o ciebie
- o… no to… - tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić, jacie, już drugi raz nazwał mnie piękną, a teraz jeszcze dodał, że słodka… miło…
- to jak oprowadzisz mnie mała? – o, widzę, że dodał właśnie nowe słowo do słownika, pod tytułem, jak inaczej nazywać Wiki
- będę zaszczycona, to co ruszamy? Tylko od czego chcesz zacząć, sala gimnastyczna, biblioteka, ale sadzę po tobie, że jednak zaczniemy najpierw od sekretariatu dyrektora
- oj no zabawna jesteś, tylko humoru ci pogratulować – uśmiechnął się zabawnie
- no wiem, ale taka moja natura, nic z tym nie zrobisz…
- nawet jak bym mógł to bym cię nie zmienił – powiedział poważnie, a ja postanowiłam już dalej nie drążyć tematu
- ale powiedzieć ci cos naprawdę bardzo szczerze…
- no pewnie obiecuję, że nikomu nie powiem
- drogę do sekretariatu to ja znam na pamięć
- uuuu… to widzę, że z ciebie niegrzeczna dziewczynka
- oj no widzisz… pozory czasem mylą, a to jest nasz pierwszy przystanek, czyli drzwi do piekieł, w wolnym tłumaczeniu, drzwi od gabinetu dyrektora, już napatrzyłeś się? To teraz idziemy na stołówkę i to jest chyba najlepsze miejsce w naszej szkole, tylko pamiętaj nigdy nie siadaj na samym środku Sali, chyba, że cię tam poproszą, to miejsce dla tych popularnych – mówiąc ostatnie słowo zrobiłam cudzysłów w powietrzu
- ale ja tak strasznie lubię plątać się w kłopoty…
- Josh to nie będą kłopoty, jeśli tam usiądziesz skazujesz siebie na wieczne potępienie – zaśmiałam się do niego
- hahaha, będzie aż tak źle? – powiedział z rozbawieniem
-  będzie jeszcze gorzej – zaśmialiśmy się razem – ale nie siadaj w środkowym stoliku bez zaproszenia… dobrze?
-dobrze
- a obiecujesz?
-obiecuję
- na paluszek
-na paluszek
- no dobra to jaka masz teraz lekcję?
- w tej chwili to język angielski
- Oki, to jest klasa zaraz obok mojej, ja mam akurat matematykę, zaprowadzę cię
- dziękuję ci bardzo, nie wiem co ja bym bez ciebie zrobił, a i Wiki? Mam jeszcze jedno pytanie – kiwnęłam mu głową na znak żeby pytał – na angielskim to jest jakoś strasznie, albo coś w tym stylu?
- wiesz co? Masz szczęście, bo pierwsza lekcja trafiła Ci się z najlepszym nauczycielem jaki mógł tylko istnieć na tej ziemi, zresztą nie tylko ja uważam, że pan Nix jest zajebisty
- o, czyli, że nie mam się czego bać, całe szczęście i przy okazji miłej matmy
- dziękuję! – weszłam do klasy, bo zadzwonił dzwonek na lekcje, lekcję matematyki z najgorszą osobą jaka chodzi po tej ziemi
- witajcie, mam nadzieję, że uczyliście się przez weekend, no a jeśli nie to wasz problem, bo właśnie robię wam niezapowiedzianą kartkówkę – zaczęła jakże mile nasza nauczycielka… i teraz się zacznie
- ja siedzę z Wiki!
- nie ja!
- a nie bo ja!
-  wiktoria z kim siedzisz?! – zapytali się mnie wszyscy razem, a na dodatek użyli mojego pełnego imienia
- cisza! Nikt nie siedzi z panną wiktorią – boże!  Ja się pytam czy tak trudno jest komuś powiedzieć po prostu Wiki? Ach no właśnie nie wspomniałam wam, jestem, jakby to powiedzieć? Ach no tak już wiem, kujonem, ale raczej nie takim jak wszystkie kujony, po prostu mam dobre oceny i dużo się uczę, ale przy okazji wiem co to zabawa i przyjaciele inni niż kalkulator czy książki. Zawsze kiedy jest jakiś test, czy kartkówka, nagle wszyscy mnie uwielbiają… trochę dziwne. Rozglądam się po sali i nie widzę mojej kochanej  czarnej czupryny, ciekawe gdzie ona jest, oczywiście mówię tu o Jess mojej najlepszej przyjaciółce pod słońcem, będę musiała do niej zadzwonić na przerwie i się wszystkiego dowiedzieć. A wracając do lekcji nauczycielka dała nam podobne przykłady jak na ostatniej lekcji, z którymi ja nie miałam problemu, oddałam kartkę jako pierwsza, chyba zresztą jak zawsze. No zostało jeszcze tylko kilka sekund lekcji, jeszcze trochę i… no nareszcie, wybiegłam szybko z klasy i pierwsze co zrobiłam to sprawdziłam plan na kolejne godziny, dalej mam biologie, fizykę, angielski, historię, przerwę na lunch na sam koniec chemia, a potem idę do pracy, moja praca polega na obsługiwaniu klientów w pewnej małej i przytulnej kawiarence o nazwie Cookies. Reszta moich lekcji do lunchu minęła dość szybko. Nigdzie nie widziałam Josha to znaczy, że musiał sobie znaleźć kogoś innego do oprowadzania, przeczuwam, że tym kimś była Charlotta nasza mała miss. Szybko ruszyłam w stronę stołówki, żeby nie musieć długo czekać w kolejce i udało się byłam gdzieś tak ósma z kolei, dlatego szybko się uwinęłam, wzięłam sobie sałatkę z kurczakiem oraz przepyszną babeczkę czekoladową. Usiadłam w miejscu gdzie mało rzucałam się w oczy, za to ja miałam widok na prawie całą salę. Albo oczy mnie mylą, albo gdzieś mi się rzuciła czupryna Josha, o bingo! Widzę go, ha! I nie mówiła tapeciara porwała go do wiecznego mroku, okej a teraz trzeba sprawdzić co się stało z moim kochaniem
„hej Jess jesteś w szkole?”
Nie musiałam długo czekać, bo telefon odezwał się niemal od razu
„nie, dorwało mnie straszne choróbsko, nie będzie mnie przez cały tydzień”
„o rety, to trzymaj się, wpadnę do ciebie jutro, żeby ci zdać ze wszystkiego relację”
„no ja mam taką nadzieję :P”

Po tej krótkiej wymianie zdań zabrałam się za jedzenie mojej sałatki. Trochę nudno było, zazwyczaj siedziałam tutaj z Jess, ale jej teraz nie ma… tak rozmyślając oderwałam się od rzeczywistości , gdy się ocknęłam poczułam czyjś wzrok na swoim ciele, zaczęłam dyskretnie rozglądać się po sali  i od razu rozpoznałam te specyficzne czarne tęczówki… Josh, no tylko on mógł się na mnie tak bezczelnie gapić, posłałam mu niezrozumiałe spojrzenie, a ten bezgłośnie powiedział mi, pomocy! Aha już ogarniam blondie pewnie męczy mi biedaka opowiadaniami jakim to ona klejem przykleiła sobie tipsy albo ile lakieru do włosów użyła, żeby usztywnić tego szopa na głowie. Dobra, a co mi szkodzi go uratować, dzień dobroci dla zwierząt sobie zrobię. Wstałam i skierowałam się w stronę głównego stolika.